delfinoterapia-magiczni-lekarze

Delfinoterapia – magiczni lekarze

Butlonosy są niezwykle inteligentne i towarzyskie. Uwielbiają zabawy, chętnie i szybko uczą się nowych sztuczek. W delfinariach ciągną ludzi na nartach wodnych, grają w koszykówkę oraz otwierają dziobem siatki z rybami. Lubią być głaskane i poklepywane. Urządzają też wspaniałe pokazy akrobatyczne. Wykonują salta, śruby, „chodzą” na ogonie, przeskakują przez obręcze i gonią jeden drugiego. Potrafią rozweselić każdego człowieka. Te niezwykłe zdolności butlonosów wykorzystał do terapii maluchów cierpiących na choroby fizyczne i psychiczne prof. David Natanson, amerykański psycholog.

 Mając trzy lata Maciek Nita z Janowa Lubelskiego przestał śpiewać piosenki, mówić, a potem spać. Odpoczywał tylko dwie-trzy godziny na dobę. Badania wykazały, że cierpi na autyzm. Dla rodziców to był szok.

– Syn fizycznie rozwijał się  prawidłowo, ale porozumieć się z nim było bardzo trudno. Bał się wielu rzeczy np. chodzenia po schodach, nie potrafił się ubrać, za to godzinami obracał w palcach niewielkie przedmioty – mówi Zbigniew Nita, ojciec Maćka.

Ponieważ tradycyjne metody leczenia nie pomagały Maciek pojechał do delfinarium w Muzeum Morskim w  Kłajpedzie na Litwie. Tam uczestniczył w pilotażowym programie rehabilitacji dwójki dzieci autystycznych z delfinami. W basenie pływało pięć butlonosów: Nana, Gloria, Łota, Nita i Argos. Maciej zamiast spokojnie zapoznawać się z delfinami i z daleka popatrzeć jak baraszkują wskoczył do wody. Natychmiast zjawiła się Gloria. Po krótkim patrzeniu sobie w oczy znajomość została zawarta. Maciek głaskał delfina, chlapał go wodą, próbował mu włożyć rękę do pyska. Nie chciał wychodzić z basenu. Pobyt w Kłajpedzie stanowił przełom w życiu chłopca. Uspokoił się, sam zaczął chodzić po schodach, uśmiechać się, a w supermarkecie pchał sklepowy wózek.

Artysta, śpiewak i akrobata

Delfiny są doskonałymi terapeutami, słyną z inteligencji, delikatności, cierpliwości oraz wyrozumiałości. Potrafią odczuć nastrój człowieka. Wiedzą, że osoba, która nie umie poruszać kończynami jest niepełnosprawna więc obchodzą się z nią delikatnie  i wykonują powolniejsze ruchy. Jest to wyższy poziom myślenia świadczący o obecności intelektu oraz uczuć.

– Gdy po raz pierwszy butlonos podpłynął do moje córki cierpiącej na autyzm myślałam, że umrę o nią ze strachu. Był ogromny. Jednak  Ewelina się go nie bała. Od razu chwyciła zwierzaka za płetwę i dała całusa. Podczas terapii przyglądałam się wszystkim delfinom żyjącym w ośrodku. Każdy z nich miał inny charakter – mówi Małgorzata Szklosz z Katowic, matka 9-letniej wówczas Eweliny, rehabilitowanej w byłym Ośrodku Delfinoterapii Ukraińskiej Akademii Nauk w Kozaczej Buchcie koło Sewastopola na Krymie.

Przydzielony Ewelinie delfin uwielbiał wykonywać karkołomne skoki, a zwłaszcza podwójne, a nawet potrójne salta w przód. Gdy mu się znudziły stawał na ogonie, rozkładał płetwy piersiowe i czekał na gromkie brawa. Był zręczny, zwinny, wytrzymały, sprytny, wszędobylski, z ciekawością badał wszystko co lądowało w basenie. Wykazywał szczególne zdolności do wynajdywania smakołyków. Potrafił w oka mgnieniu wsadzić dziób do wiaderka z rybami i porwać kilka sztuk. Nieustannie domagał się pieszczot. Był niezwykle chętny do pracy. Natomiast jego kolega uchodził za artystę. Bardzo lubił malować. Gdy tylko zobaczył przed sobą kartkę papieru i pędzel natychmiast zabierał się do pracy. Rysował różne abstrakcyjne kształty robiąc przy tym dużo hałasu. Przeważnie malował ok. 15 minut, potem kładł pędzel na brzegu i odpływał. Ponieważ posiadał „talent wokalny”, wspólnie z pacjentem urządzał przeróżne koncerty. Jego piski, cmokania i jęki wspólnie z dziecięcym głosem roznosiły się po całym ośrodku. Aby rozbawić malucha tworzył ogromne wodne fontanny oraz wydmuchiwał wielkie bańki wodne. Za wszelkie usługi żądał gratyfikacji w postaci pieszczot, a aportowane przedmioty oddawał za ryby. Podczas wygłaszania mu nauk moralnych ziewał lub zasypiał. Kolejnego morskiego terapeutę pani Małgorzata uznała za niezawodnego opiekunka. Cierpliwie znosił wiązanie wstążek na płetwach i zakładanie ringo na nos. Nic nie było w stanie odwrócić jego uwagi od dziecka przebywającego w wodzie. W skupieniu opływał pacjenta, bacznie go obserwując. Miał nieposkromiony apetyt, opychał się rybami bez opamiętania. Natomiast ostatni z nich był bardzo gadatliwy więc stanowił doskonałego kompana do rozmów. Lubił, gdy maluchy czytały mu bajeczki i opowiadały swoje przygody. Rozmawiając z nimi wydawał głośno różne gwizdy i  klekotania. Przytakując głową zachęca podopiecznych do długich zwierzeń.

– Córka była zachwycona tymi zabawami. Płakała, gdy miała wyjść z basenu. Kilka dni po przyjeździe do domu zauważyłam, że bardziej reaguje na  otocznie. Uśmiecha się,  bawi lalkami i układa klocki. Kupiłam jej bajkę z rysunkami delfinów. Prawie w ogóle się z nią nie rozstaje. Nawet zasypia trzymając ją w ręku. Dzieci autystyczne żyją we własnym zniekształconym chorobowo świecie. Jest on pełen urojeń i lęków. Izolują się od otoczenia, nie reagują  na prośby ani polecenia opiekunów.  Ogromnym sukcesem terapeutycznym jest doprowadzenie do tego, że dziecko autystyczne wykonuje  określone zadania lub nawiązuje kontakt wzrokowy z opiekunem – dodaje pani Małgorzata.

Zadziwiające początki

Badania nad wykorzystaniem delfinów do terapii dzieci cierpiących na choroby fizyczne i psychiczne rozpoczęli w latach 70-tych XX w. amerykańscy naukowcy i neuropsychiatrzy z Uniwersytetu w Miami na Florydzie pod kierownictwem prof. Davida Nathansona.

– Zawsze chciałem pomagać upośledzonym dzieciom, a zwłaszcza poprawić ich koncentrację. Mały pacjent  szybko się nuży, przestaje uważać i nic do niego nie dociera. Podczas wielu lat pracy zauważyłem, że  maluchy kochają  muzykę, zwierzęta oraz zabawy w ciepłej wodzie. Postanowiłem więc rehabilitować je w basenie z delfinami – mów David Nathanson.

W czasie prac z dziećmi upośledzonymi umysłowo Nathanson spostrzegł, że u maluchów kontakt z delfinami powoduje wzrost zdolności uczenia się. Uznał, że metoda ta jest 2-10 razy skuteczniejsza w poprawianiu koncentracji i uczeniu się, niż stosowanie wykładów w klasach. Jego praca zainteresowała wielu lekarzy i naukowców. W 1978 r. amerykańska psycholog dr Besty Smith zapoczątkowała program nawiązywania kontaktów między delfinami a dziećmi autystycznymi, uznanymi za przypadki beznadziejne. Z badań tych wynikało, że u maluchów koncentracja stale wzrastała zarówno podczas zabaw z delfinem, a także po każdej zakończonej sesji. W Sewastopolu na Krymie dr Ludmila Lukina przeprowadziła badania dotyczące pracy ludzkiego serca. Dzieciom badano ciśnienie oraz puls przed i po pływaniu z delfinami oraz po zakończonej sesji i porównywano wyniki. Natomiast peruwiańscy sprawdzali wpływ ultradźwięków emitowanych przez delfiny na dzieci znajdujące się jeszcze w łonie matki. Do siedzącej na brzegu basenu ciężarnej  kobiety podpływał delfin i kładł swój pysk do brzucha przyszłej matki.

– Ultradźwięki emitowane przez delfiny stymulują rozwój komórek, pobudzają mózg i wyostrzają zmysły dziecka, które jest w łonie matki –twierdzi Elizabeth Yalan z Kliniki Położnictwa w Limie.

Długie kolejki

Doskonałe wyniki badań spowodowały, że zaczęto uruchamiać ośrodki delfinoterapii. Jako pierwszy powstał Dolphin Human Therapy, w którym Nathanson prowadził badania. Początkowo działał on jako szpital dla chorych i rannych morskich zwierząt m.in. żółwi, słoni morskich, fok i delfinów. Potem powstały nowe baseny do terapii. W latach 1989-2007 lekarze przeprowadzili tam ponad 40 tys. sesji terapeutycznych z dziećmi z 60 krajów. Większość pacjentów cierpiała na kilka schorzeń. Leczono pacjentów m.in. z zespołami: Downa, Angelmana, Aspergera, autyzmem oraz porażeniem mózgowym. Ćwiczono mowę, motorykę, współdziałanie w grupie, zachowanie i utrzymanie kontaktu wzrokowego. Niestety huragan Catrina zniszczył Human Dolphin Therapy. Ośrodek nie został odbudowany. Drugi powstał również w USA na Florydzie. Założyła go Deena Hoagland. Jej syn Joe urodził się z wadą serca. Gdy miał trzy lata przeszedł trzecią operację serca. Kilka dni po jej zakończeniu dostał wylewu. Jego lewa strona ciała została sparaliżowana. Matka zaprowadziła go do pobliskiego ośrodka delfinoterapii. Tam Joe podczas pływania z delfinami zaczął robić postępy w rehabilitacji. Cieszył się z kontaktu z butlonosami i odzyskiwał poczucie wartości. Po tych zdarzeniach Deena postanowiła pomóc innym dzieciom i założyła podobną placówkę. Zupełnie inaczej działa ośrodek Dolphin Reef w Izraelu. Delfiny przebywają w otwartych basenach i mogą wypływać w morze. Stworzony przez  izraelskich lekarzy program nazywa się  „Therapy with aid of Dolphins”. Rehabilitacja dziecka trwa rok, zajęcia  odbywają się w każdą sobotę i niedzielę. Jednak delfin sam wybiera czy chce w danym momencie  bawić się z dzieckiem czy woli pływać w morzu.

To nie cud

Delfinoterapia polega na zabawach dzieci z delfinami, w czasie których ultradźwięki emitowane przez te ssaki przenikają ludzkie ciało i regenerują zniszczone komórki. Delfiny ciekawi u człowieka wszystko co odbiega od normy np. protezy czy nowotwory i tam właśnie wysyłają swoje lecznicze dźwięki. W czasie zabaw z delfinami zwiększa się u człowieka wydzielanie endorfin, czyli hormonów, które m.in. zmniejszają uczucie bólu, głodu i poprawiają nastrój. To właśnie dlatego w obecności delfina nawet bolesne ćwiczenia dzieci wykonują szybciej i łatwiej oraz robią większe postępy w terapii. Częstotliwość dźwięków wydawanych przez te morskie ssaki powoduje poprawne rozchodzenie się impulsów elektrycznych w mózgu. Podczas pływania z delfinami  następuje również zwiększenie produkcji limfocytów T, niezbędnych do utrzymania prawidłowego poziomu odporności organizmu. Efekt terapii okazał się rewelacyjny, zwłaszcza u dzieci  cierpiących na autyzm. Maluchy, które nie potrafiły wypowiedzieć ani jednego słowa, po zabawach z delfinami normalnie mówią, czytają i reagują na otoczenie. Obecnie w delfinariach rehabilitowani są pacjenci cierpiący na ok. 80 chorób psychicznych, neurologicznych i onkologicznych. Delfiny pomagają też ludziom nabrać pewności siebie, zdobyć więcej sił i możliwości motorycznych, a także pozbyć się lęków.

– Nie dokonujemy żadnych cudów. Sparaliżowane dzieci nie zaczną nagle skakać i grać w piłkę nożną, ale widzimy u nich zmiany na lepsze. Nawiązują kontakt z rodzicami, zaczynają mówić, a to już duże osiągnięcie. Wkładają w to mnóstwo  czasu, wysiłku i robią postępy. Dzieci te większość życia spędzają w szpitalach, tam nie ma czasu na zabawy. My pokazujemy, że można leczyć w inny, przyjemny i równie skuteczny sposób – dodaje dr  Nathanson.

Delfinoterapia w Polsce

Obecnie na świecie działają cztery takie profesjonalne ośrodki. Aby się do nich dostać trzeba czekać rok. Kolejny powstaje w Polsce. Organizuje go grupa fizjoterapeutów, zootechników i lekarzy.

– Podpisaliśmy wstępną umowę o kupnie delfinów, mamy biznes plan, cash flow, schemat koncepcyjno-funkcjonalny delfinarium zrobiony przez architektów oraz całą kadrę medyczną przeszkoloną do pracy z delfinami. Aby zdobyć jak najwięcej funduszy uruchomiliśmy sklep internetowy, zamieszczamy na naszej stronie internetowej reklamy. Poszukujemy też współinwestorów m.in. do budowy hotelu, współwłaścicieli oraz sponsorów. W zamian za wniesiony kapitał oferujemy udziały w spółce. Więcej informacji jest na //www.delfinoterapia.cuprum.pl/  – mówi Aleksandra Piaścik z Katowic, jedna z organizatorek ośrodka.

 Aleksandra Piaścik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *