gotowka-bezpieczniej

Gotówką bezpieczniej

 

„Płatność kartą powyżej 10 zł”. Kilka lat temu takie tabliczki stały, w co drugim sklepie. Teraz nikogo nie dziwi, jak 1, 50 zł za kefir zapłacimy kartą albo telefonem. To tylko część globalnej machiny, która zdąża do wyrugowania gotówki. Kilka państw wypowiedziało banknotom i monetom wojnę, a Chiny nawet zaczęły ją wygrywać. – Takie zapowiedzi lub tytuły można zobaczyć w wielu artykułach.

Aby mieć zwiększoną kontrolę nad obywatelami rządy wielu krajów promują rzekomo bezpieczniejsze i łatwiejsze formy płacenia bezgotówkowego. Chiny korzystają z tego, że system finansowy w tym kraju nie był i nie jest tak rozwinięty, jak w państwach Zachodu i dzięki temu mogły „przeskoczyć” kilka etapów rozwoju i rozpowszechniać od razu najnowsze metody płacenia. Dania natomiast zaproponowała rezygnację z transakcji gotówkowych w sklepach. Spośród wszystkich skandynawskich sąsiadów (Norwegii, Szwecji i Finlandii) jest liderem w dążeniu do upowszechnienia pieniądza elektronicznego. Już teraz w państwach skandynawskich rozliczenia gotówkowe to zaledwie kilka procent wszystkich transakcji. Propozycje określenia limitów dla płacenia gotówką wysuwały Włochy, Francja, Hiszpania. Pomysły pojawiły się kilka lat temu, kiedy wybuchł kryzys ekonomiczny. Obrót bezgotówkowy miał być przepisem na uszczelnienie systemu podatkowego i zwiększenie wpływów do kasy państwa, czyli uderzeniem obywatela po kieszeni. Spełnia się wiec stary bo mający prawie dwieście lat scenariusz marksistowski oderwania obywatela od jego pieniędzy i zapewnieniu kontroli Państwa nad jego finansami. To rzekomo tylko jedna z potencjalnych korzyści odejścia od gotówki. Zwolennicy obrotu bezgotówkowego wymieniają też zmniejszenie kosztów przechowywania pieniędzy i ich transportu, a także zwiększenie bezpieczeństwa, bo gotówkę jednak łatwiej ukraść. Bezgotówkowo oznacza też taniej. Jak wyliczył norweski bank centralny, każda transakcja gotówkowa wykonana w Norwegii kosztuje 7,1 korony norweskiej (0,92 dolarów), podczas gdy transakcja bezgotówkowa 4,1 korony (0,53 dolarów).

Ale jakie są społeczne koszty odejścia od transakcji gotówkowych dla obywatela tego już nikt nie chce podać. Od wielu prawda jest taka, że gotówkę elektroniczną łatwiej ukraść i łatwiej wyprowadzić ją z banku. Obecnie każdy „ napad” elektroniczny przynosi sprawcom większy łup niż ten sam napad wykonany przykładowo z bronią w ręku.  W Europie Zachodniej kradzież portfela daje złodziejowi zaledwie około 30 euro a kradzież karty już ponad 2.000 euro. Natomiast w Niemczech jeśli wszystkie transakcje będą wykonywane bezgotówkowo obywatele poniosą koszt prawie dwóch procent obecnego PKB Niemiec.

W Polsce na razie na szczęście proporcje są odwrotne niż w Skandynawii czy Francji. Obrót bezgotówkowy to w naszym kraju ok. 8 proc. wszystkich transakcji. Ponad 90 proc. to fizyczne pieniądze. Międzynarodowe instytucje finansowe szacują, że płacenie gotówką kosztują Polskę ok. 1 proc. PKB. Czyli rocznie za obrót gotówkowy płacimy mniej więcej 17-18 mld zł. Tyle kosztuje produkcja banknotów, ich przechowanie, liczenie, przechowywanie czy transport. Natomiast my obywatele za obrót bezgotówkowy płacimy na razie z własnych środków prawie 2 mld zł. W promowanie płatności bezgotówkowych włączył się niestety rząd. Ministerstwa finansów i rozwoju objęły patronatem akcję „Warto bezgotówkowo”. Trwają też prace nad projektem ustawy dotyczącej płatności elektronicznych.  Na szczęście w naszym kraju 17 % Polaków wciąż nie ma konta w banku. Wśród posiadaczy kont bankowych zaledwie 31 proc. nie korzysta z bankowości elektronicznej.

„Do takich osób trzeba dotrzeć i pokazać im, ile mogą zyskać na bezgotówkowych rozliczeniach” – mówi Włodzimierz Kiciński, przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności. Niestety nie mówi bo zapomina albo nie chce powiedzieć, że za obrót bezgotówkowy płacimy my obywatele bo banki nie są jednostkami charytatywnymi i obrót bezgotówkowy także kosztuje tyle, że jego koszty ponosi obywatel i mały przedsiębiorca a nie państwo. Rachunki w bankach to także zwiększone stukrotnie ryzyko egzekucji komorniczych czy skarbowych, to socjalistyczna kontrola nad pieniądzem obywatela. Ponadto płacąc elektronicznie informujemy bank i innych wszystkich którzy chcą wiedzieć za, kiedy i ile płacimy.

Ponadto to strata czasu, Towarzystwo Jopertingu dwa lata temu przeprowadziło badania w sieci hipermarketów obserwując czas płatności elektronicznej i gotówkowej, ta ostatnia okazała się trzykrotnie szybsza niż płatności kartami. Czas stracony w kolejkach to także społeczne koszty o których się nie mówi. Pomija się też konsekwentnie kwestie wyłudzeń elektronicznych i jakie koszty poniesiemy my obywatele jak za wszystko trzeba będzie płacić elektronicznie i mieć obowiązkowo rachunek. To w skali kraju obciąży nas obywateli kosztami rzędu 20 mld rocznie czyli tyle wyparuje z naszej kieszeni.

Danuta Cicherska – Prezes Towarzystwa Jopertingu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *