Idzie wiosna

Idzie wiosna

kwasiżur, marzanna i inne zwyczaje

Joanna Andrzejewska Sandomierska

 

Zwyczaj tłustego czwartku znają wszyscy ale jest także wiele innych zwyczajów i obyczajów staropolskich związanych z tym okresem roku.

Tłusty czwartek – w kalendarzu chrześcijańskim ostatni czwartek przed wielkim postem, znany także jako zapusty. Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału. W Polsce, Morawach, Słowacji i w katolickiej części Niemiec, zgodnie tradycją, w tym dniu dozwolone jest objadanie się na zaś.

Ponieważ data tłustego czwartku zależy od daty Wielkanocy, dzień ten jest świętem ruchomym, jest czwartkiem poprzedzającym Środę Popielcową i należy do okresu wielkiego postu, podczas którego chrześcijanie ze względów religijnych (pokutnych), jako przygotowanie do Świąt Wielkanocy powinni zachowywać wstrzemięźliwość jako wyraz umartwienia. Może wypaść pomiędzy 29 stycznia a 4 marca. Najpopularniejszymi potrawami są pączki i faworki, zwane również w niektórych regionach chrustem lub chruścikami.

Staropolskie przysłowie mówi: Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła. Według tradycji jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka – w dalszym życiu nie będzie mu się wiodło.

Geneza tłustego czwartku sięga czasów pogaństwa. Był to dzień, w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowanie opierało się na jedzeniu tłustych potraw, szczególnie mięs oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły pączki przygotowywane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień. Wśród bałtów rozpowszechniony był zwyczaj pieczenia wówczas długich pszennych bułek nadzianych w środku wędzonym i gotowanym boczkiem. W specyficzny sposób obchodzono tłusty czwartek w Małopolsce. Nazywany on był wówczas combrowym czwartkiem. Według legendy nazwa pochodzi od nazwiska żyjącego w XVII wieku krakowskiego burmistrza o nazwisku Comber, będącego prawdopodobnie postacią fikcyjną, człowieka złego i surowego dla kobiet mających swoje kramy i handlujących na krakowskim rynku. Mówiono: Pan Bóg wysoko a król daleko, któż nas zasłoni przed Combrem. Umrzeć miał on w tłusty czwartek. W każdą rocznicę śmierci przekupki na targu urządzały więc huczną zabawę i tańce. Podczas zabawy zaczepiały przechodzących tamtędy mężczyzn, których zmuszały do tańca lub do oddawania wierzchniej odzieży w zamian za krzywdy, jakie wyrządził Comber.

Około XVI wieku w Polsce pojawił się zwyczaj jedzenia pączków w wersji słodkiej. Wyglądały one nadal nieco inaczej niż obecnie – w środku miały bowiem ukryty mały orzeszek lub migdał. Ten, kto trafił na taki szczęśliwy pączek, miał cieszyć się dostatkiem i powodzeniem.

W okresie Tłustego Czwartku w krakowskim odbywał się Comber – wywodząca się ze średniowiecza ludowa zabawa zapustna, odbywająca się dawniej w różnych regionach Polski, zazwyczaj w tłusty czwartek. Najdokładniejsze przekazy dotyczące tego zwyczaju zachowały się jedynie na temat obchodów w Krakowie, gdzie przekupki urządzały na Rynku zabawę z pijatyką i tańcami. Zwyczaj ten być może trafił do Polski w okresie średniowiecza i został przyniesiony przez osadników niemieckich do Krakowa. Aleksander Brückner uważał, że słowo comber pochodzi z języka niemieckiego, od słowa Schemper (maska) lub zampern (biegać w maskach). Zygmunt Gloger wspomina o podobnej zabawie, organizowanej przez wiejskie dziewczyny w Poznańskiem, nazywanej cumber lub cumper. W okolicach Koła i Dobrowa jeszcze dziś w remizach strażackich odbywają się zabawy na pożegnanie karnawału. Z kolei na Łużycach istnieje karnawałowy zwyczaj o nazwie Zampern lub Zempern.

 

Po Tłustym czwartku następowały Ostatki, zapusty (lud. mięsopust, po Śląsku kozelek, odpowiednik prawosławnej maslenicy) – słowo to oznacza ostatnie dni karnawału od tłustego czwartku kończące się zawsze we wtorek, zwany w Polsce „śledzikiem” (w Wielkopolsce jest to tzw. „podkoziołek”). Następny dzień – Środa Popielcowa – oznacza początek wielkiego postu i oczekiwania na Wielkanoc. Obydwa święta są świętami ruchomymi. W ostatki urządza się ostatnie huczne zabawy, bale przed nadchodzącym okresem postu i wstrzemięźliwości. Ostatki mogą wypaść najwcześniej 4 lutego, zaś najpóźniej 9 marca. Wśród wyznawców prawosławia na terenach wschodniej Polski obchodzi się Maselnice, z rosyjskiego. Масленица – świąteczny cykl, który zachował się na Rusi i wschodniej Małopolsce od czasów pogańskich. Niegdyś kojarzona z pożegnaniem zimy i powitaniem wiosny, współcześnie obchodzona poza Polską m.in. w Rosji i na Białorusi. Kościół prawosławny przyjął ją, jako święto religijne, przypadające na siedem tygodni przed Wielkanocą. Do momentu przyjęcia chrześcijaństwa Maslenica była obchodzona w dzień równonocy wiosennej, jako dzień pojednania z bliźnimi i wybaczania krzywd (chrześcijański wymiar mili nadać im Cyryl i Metody). Maslenica trwa tydzień i jest to czas uczt i zabaw, w tym tańców przy ogniu. W zachodniej Polsce natomiast obchodzi się Podkoziołek – zapustny wtorek, ostatni dzień karnawału. Zwyczajowo (głównie na Kujawach i w zachodniej Wielkopolsce) dzień ostatnich hucznych zabaw przed rozpoczęciem okresu postu. Do połowy XX wieku na wsi wielkopolskiej praktykowano odbywający się przed środą popielcową obrzęd, noszący również nazwę podkoziołka. Nazwa podkoziołek wywodzi się od kozła, zwierzęcia symbolizującego w Wielkopolsce siły witalności i seksualności. Zwyczaj ten polegał na tym, że wraz z wybiciem północy do sali, w której trwała zabawa wchodził kozioł-przebieraniec i obsypywał salę popiołem kończąc zabawę. Co bardziej opornych gości wyganiał z sali za pomocą śledzia, którego trzymał za pasem. Na północnym wchodzie Polski oraz nad środkową i dolna Odrą obchodzono „Bodrycze” – zwyczaj pochodzący jeszcze z czasów pogańskich. Bodrycze obchodzono około 22 – 25 lutego, polegał on na chodzeniu do lasu i szukaniu drzew wokół których śnieg rozmarzał i uważano, że przy drzewach tych płakał umierający stary bóg Jaryła. Jeśli znaleziono ich dość dużo pleciono sznury z ubiegłorocznego zboża i zanoszono je do koncin składając je Jarowitowi. Miało przyśpieszyć to nadejście wiosny. Jarowit był dla słowian bogiem wojny, nasuwa się wiec pytanie skąd zatem jego związek z wiosną? Jednym z argumentów jest przypisanie wspólnej tożsamości Jarowita z Jaryłą, który był właśnie bogiem wiosny. Ponadto człon – jar oznacza nie tylko siłę, ale wiosnę właśnie. Silny, młody, pełen wigoru bóg staje się zwiastunem wiosennego odrodzenia, powrotu świata do życia, czasu szczególnie płodnego. Kronikarz Ebon podaje, że święto ku czci Jarowita było obchodzone wczesną wiosną. Jaryłę zwykło przedstawiać się jako młodzieńca odzianego w białą szatę i niosącego bardzo charakterystyczne i wymowne atrybuty – wieniec z ziół na głowie, kłosy żyta w lewej ręce, a w prawej głowę ludzką. Pierwsze dwa są dość oczywiste – symbolizują odradzanie się natury w okresie wiosennym, płodność, żyzność ziemi. Co natomiast w przypadku ludzkiej głowy? Prawdopodobnie chodzi tutaj o śmierć starego boga i zastąpienie go przez nowego, bądź jego odrodzenie. Taką interpretację może potwierdzać też łączenie Jaryły z żeńskim bóstwem zimy, czyli Marzanną (ona również symbolicznie umiera na wiosnę). Z żywotów św. Ottona z Bambergu można się dowiedzieć, że w Wołogoszczy była zlokalizowana świątynia, w której to znajdowała się ogromna złota tarcza „należąca” do Jarowita.

 

Z Bodryczami związany był zwyczaj topienia Marzanny. Wiosna to najbardziej oczekiwana pora roku. Srogie mrozy i opady śniegu wreszcie odchodzą w zapomnienie, a cała przyroda budzi się do życia. 21 marca czyli pierwszego dnia kalendarzowej wiosny utarł się zwyczaj topienia marzanny. Oprócz Polaków obrzęd ten obchodzą także Czesi i Słowacy W swoich dziełach marzannę wspominał Jan Długosz, który uosabiał w niej polską boginię, a sam zwyczaj wiązał z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Badacze historii głoszą też tezę, wedle której topienie słomianej kukły miało odpędzać morowe powietrze, którzy ściągnęło w średniowieczu na Europę zarazę. Obrzęd topienia marzanny odbywał się w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, którą zwykło nazywać się Białą, Czarną lub Śmiertną. Mieszkańcy miast wieszali kukłę na kiju, ścinali głowę, rozrywali ją na strzępy, a następnie palili lub topili. Jeśli podczas rytuału ktoś z uczestników upadł lub potknął się, odczytywano to jako zły zwiastun. Imię Marzanna wywodzi się z indoeuropejskiego „mar”, „mor” co kojarzone jest jednoznacznie ze śmiercią, pomorem. Dlatego można sądzić, że Morena była dla naszych przodków boginią wojny, która przynosi nagłą śmierć. Była więc władczynią życia i śmierci, uproszczenie jej funkcji jedynie do władania zimą jest bardzo niefortunne, to ona utrzymywała równowagę świata. To właśnie ona była odpowiedzialna za urodzaj plonów dawnych Słowian. Sprowadzała zimę umożliwiając odrodzenie świata na wiosnę.

 

W ostatnią niedzielę przed środą popielcową zwyczajowo jedzono Perki – słodkie małe bułeczki z ciasta drożdżowego składającego się z mąki pszennej, jajek, mleka i masła, (początkowo do XVI wieku dodawano jeszcze maki owsianej) smażone w głębokim tłuszczu – smalcu. Nie były one nadziewane ale posypywano je tłuczonymi orzechami zmieszanymi z miodem lub później w XVIII wieku cukrem pudrem. Perki zostały pod koniec XIX wieku wyparte przez pączki.

 

Pohuki – wywodzą się z okresu pogaństwa, pod koniec zimy, gdy śnieg zaczynał tajać we wsiach i osadach młodzi chłopcy i dziewczęta chodzili wokół gospodarstw szukając miejsc zacienionych gdzie jeszcze leżał śnieg, Znalazłszy takie miejsca trzymanymi w rakach kijami ostukiwali ściany przy śniegu pukając oraz hukając by wystraszyć zimę i zmusić ja do szybszego odejścia. Wieczorami rozpalano ognisko we wsi przy którym młodzież tańczyła by szybciej przywołać wiosnę. Zwyczaj ten był szczególnie zwalczany na terenach Polski przez luteranów jako przejawy pogaństwa. Odrodził się on w okresie dwudziestolecia międzywojennego w dawnym województwie pomorskim lecz po zakończeniu drugiej wojny światowej był zwalczany przez komunistyczne władze jako zabobon.

 

Dawni Jaćwingowie pod koniec kutego lub na początku marca obchodzili święto Wasan – Pieczono i jedzono wówczas słodkie ciasto przypominające naszą współczesną chałkę. Jedzono je obowiązkowo posmarowane masłem a zapijano syconym miodem. Tańczono i posiewano by jak najszybciej przywołać wiosnę czyli wasan.

 

Kwasiżur – jako zwyczaj pojawił się na terenach słowiańskich wraz z chrześcijaństwem. Od niedzieli poprzedzającej środę popielcową aż do tej środy młodzież we wsiach i grodach ciągała na wózku drewniana lub plecioną ze słomy rybę od domu do domu nawołując przy tym kwaś żur, kwaś żur przypominając tym o zbliżającym się poście. Dobry obyczaj nakazywał obdarowanie chodzących jakimiś smakołykami. Zwyczaj ten utrzymał się jeszcze w województwie wielkopolskim oraz w Łodzi, choć jest bardzo rzadki. .

 

JAS

 

Przypisy

 

* Pączki Dawniej objadano się pączkami nadziewanymi słoniną, boczkiem i mięsem, które obficie zapijano wódką lub piwem. Około XVI wieku w Polsce pojawił się zwyczaj jedzenia pączków w wersji słodkiej. Wyglądały one nadal nieco inaczej niż obecnie – w środku miały bowiem ukryty mały orzeszek lub migdał. Ten, kto trafił na taki szczęśliwy pączek, miał cieszyć się dostatkiem i powodzeniem.

*Faworki (inaczej chruściki) – słodkie, cieniutkie i chrupiące ciastka zwinięte w formie warkocza. Tradycyjny element podkoziołka. Nazwa faworki pochodzi od poznańskiej piekarni Fawor o ponad stuletniej tradycji. Jej cukiernicy po raz pierwszy usmażyli faworki, które – jak podaje „legenda” – powstały przez przypadek. Początkujący cukiernik smażąc pączki przypadkowo wrzucił do rozgrzanego oleju wąski pasek ciasta na pączki. Po reprymendzie od starszego cukiernika, wyjął kawałek, który ukształtował się w warkocz. Posypał go cukrem i spróbował swojego wypieku, a następnie podbiegł do swojego opiekuna, który również zasmakował w nowym wypieku swojego podopiecznego. Początkowo faworki były wyrabiane z ciasta na pączki przez co były dość ciężkie. Dopiero później mistrzowie dopracowali formułę ciasta, tak by wysmażony faworek był cieniutki i chrupiący.