Protesty w Rumuni

Protesty w Rumuni

przeciw rządowemu rozporządzeniu

Lewicowa partia wygrała wybory w Rumunii i wkrótce po wyborach Rumuni zaczęli masowo wychodzić na ulice pod koniec stycznia w proteście przeciw rządowemu rozporządzeniu łagodzącemu karanie za przestępstwa korupcyjne.

W myśl zmian przestępstwo urzędnicze miało być ścigane z urzędu w trybie postępowania karnego tylko wtedy, gdy skarb państwa ponosił z jego powodu szkodę w wysokości co najmniej 200 tys. lejów (190 tys. złotych). W ocenie ekspertów na zmianie skorzystałaby głównie rządząca partia PSD i jej szef Liviu Dragnea, który odpowiada przed sądem za wynagradzanie z funduszy publicznych współpracowników jego partii. Skarb państwa stracił na tym 108 tys. lejów (103 tys. złotych). Ostatecznie rząd wycofał się 5 lutego z tego pomysłu pod presją demonstracji, ocenianych jako największe w kraju od upadku komunizmu w 1989 roku, oraz po krytycznych głosach ze strony społeczności międzynarodowej. Czy jednak odpuścił temat – zdecydowanie nie, lecz teraz projekt ma być niby konsultowany społecznie.

Do dymisji podał się minister sprawiedliwości Florin Iordache, inicjator odrzuconego rozporządzenia, oraz minister ds. przedsiębiorczości, handlu i kontaktów ze środowiskiem biznesu Florin Nicolae Jianu. Problem ma jednak drugie dno, którego jakoś nikt nie chce zauważyć. Korupcja pojawia się wtedy kiedy jakieś dobro jest w ten czy inny sposób reglamentowane czy to w postaci przetargu czy to w postaci chociażby konkursu, a sprawy dotyczą zarówno określonych dofinansowań państwowych jak wszelkiego rodzaju grantów unijnych. Oddzielną kwestią jest sprawa reprywatyzacji i prywatyzacji oraz kontraktów. Niewiele krajów postkomunistycznych poszło drogą Czech w tych kwestiach lub drogą jaka obrały Węgry, a szkoda. Do niedawna te problemy trapiły także Polskę pod różnymi rządami i niestety trapią również ją dalej na szczeblu gmin i powiatów.

Rumuni także maja problem jak większość krajów postkomunistycznych z symptomem dwuwładzy czyli Parlament i Prezydent. Tam gdzie nie ma silnej władzy prezydenckiej a parlament służy do uchwalania ustaw, pojawia się korupcja i inne patologie społeczne.

Popularny rumuński dziennik „FT” nazwał kilka dni temu walkę z korupcją w Rumunii „długodystansowym, uciążliwym marszem”. Dziennik przypomina, że kraj został przyjęty do UE w ramach upolitycznionej decyzji w 2007 roku. Stało się to mimo tego, że jeśli chodzi o reformy dotyczące walki z przestępczością czy budowania niezawisłego wymiaru sprawiedliwości Rumunia pozostawała daleko w tyle za ośmioma innymi byłymi krajami komunistycznymi, które weszły do UE w 2004 roku. Bruksela wprowadziła specjalne procedury monitorujące, aby upewnić się, że postęp jest kontynuowany. W ostatnich latach Rumunia osiągnęła sukcesy w zwalczaniu łapówkarstwa m.in. dzięki urzędowi antykorupcyjnemu DNA, który ścigał urzędników każdego szczebla. Były premier Rumunii Adrian Nastase został skazany w 2012 roku za prywatyzację państwowego majątku po zaniżonej cenie. Kolejny premier Victor Ponta zrezygnował w 2015 roku ze stanowiska, oskarżony o rzekome fałszerstwa i współudział w unikaniu podatków, a także w związku z oburzeniem po pożarze w klubie nocnym w Bukareszcie, w którym zginęły 64 osoby. Także za czasów kolejnego technokratycznego rządu i za prezydentury zdecydowanego przeciwnika korupcji Klausa Iohannisa nastąpił postęp w walce z tą plagą. W pierwszych ośmiu miesiącach 2016 roku działania DNA doprowadziły do postawienia przed sądem 777 osób, w tym ministrów, deputowanych i sędziów. Obecnie lewicowe władze Rumunii zatrzymały cały ten proces i by zachować poparcie tworzą znów klucz który otwiera drogę do unijnych środków i dotacji. Opozycja jest właściwie skompromitowana i nieudolna, a w Rumunii zdaniem tamtejszych dziennikarzy brakuje takiego ugrupowania jak PIS w Polsce. Adrian Boii – jeden z protestujących – nawoływał by takie kraje jak Polska, Węgry czy Czechy wsparły „opozycje uliczną” i pomogły „ruchowi społecznemu” w Rumuni zmienić rząd który łamie prawo. Respondent twierdził, że władze Polski same mają już doświadczenie do czego może doprowadzić „warcholstwo polityczne” i życie kosztem społeczeństwa.