Tajne służby – Assasyni

Tajne służby – Assasyni

Pod koniec XI w. świat Islamu był mocno podzielony. Miał nawet dwóch przywódców – kalifów. Pierwszy, sunnicki pochodził z dynastii Abbasydów i rezydował w Bagdadzie. Drugi, szyicki z dynastii Fatymidów rezydował w Kairze. Jego zwolennikiem był Hasan Ibn as-Sabbah, z pochodzenia Pers, który od 1090 r. zaczął prowadzić działalność misjonarską we wrogim sunnickim otoczeniu. Na swoją siedzibę wybrał niedostępną twierdzę Alamut, położoną na południe od Morza Kaspijskiego. Na początku towarzyszyło mu około 60–70 zwolenników. Potem ich przybyło, chociaż sam przywódca nigdy już twierdzy nie opuścił. Nie wyłączył się z polityki, lecz utworzył „tajne służby” fedainów – asasynów. Al Nasir, współpracownik as-Sabbaha stworzył dogmat, którym asasyni będą posługiwali się przez następne kilka stuleci: będą działać by siać chaos, posługiwać się morderstwami politycznymi i terroryzować.

Gdy działalność sekty stała się zagrożeniem dla Turków seldżuckich, postanowili oni zbrojnie rozprawić się z ludźmi as-Sabbaha. Ci jednak odpowiedzieli w sposób niespodziewany. W dniu 6 października 1092 r. zamachowiec przebrany za mnicha-żebraka zasztyletował seldżuckiego wezyra al-Mulka w jego własnej lektyce. Odtąd asasyni zaczęli często sięgać do takich metod. Kolejną przeszkodą na drodze as-Sabbaha stały się wewnętrzne podziały wśród samych szyitów i intrygi na dworze Fatymidów. Sekta znalazła się na cenzurowanym, gdy w 1094 r. poparła wybór Nizara – prawowitego następcy fatymidzkiego kalifa – wbrew woli wpływowego wezyra Al-Afdala. Miał on innego kandydata (przyrodnie-go brata Nizara) i to jego wprowadził na tron. Wybuchła krwawa wojna domowa. Skończyła się jednak szybko, a Nizar został stracony. Lecz spór miał daleko idące konsekwencje. Sekta as-Sabbaha nie uznała nowego kalifa, uważając go za uzurpatora. Dlatego jej członków zaczęto nazywać nizarytami od nazwiska Nizara.

Sami nizaryci po swojemu interpretowali Koran i z czasem stali się bodaj najbardziej liberalnymi obyczajowo muzułmanami. Według relacji z ok. 1165 r. pili wino, nie przestrzegali ramadanu, nie przeszkadzało im kazirodztwo. Średniowieczne relacje mówią też o narkotyzowaniu członków sekty. Dlatego określano ich mianem haszszasinów lub asasynów, czyli „zażywających haszysz”. Jednocześnie sekta była rządzona autorytarnie – sam jej założyciel skazał na śmierć dwóch synów za drobne przewinienia. Zdobywała kolejnych zwolenników na Bliskim Wschodzie z takim powodzeniem, że wyodrębniły się dwa odłamy ruchu: irański (perski) i syryjski. I jednym, i drugim kierował przywódca z Alamutu. Nie wszyscy asasyni byli skrytobójcami, lecz ich niewielka część zwana fedainami. Rekrutowali się zwykle z nizin społecznych. Zachowała się też wzmianka, że przywódcy nizarytów próbowali kupować wziętych do niewoli chrześcijańskich chłopców (uczestników krucjaty dziecięcej, sprzedanych w 1212 r. muzułmanom przez nieuczciwych przewoźników) Tak zakupieni chłopcy zostali wszechstronnie wykształceni i wyćwiczeni by móc dokonywać skrytobójstw nie tylko w Afryce ale także w Europie, nie wyróżniali się wyglądem i urodą.

Dziś nie wiadomo, kiedy dokładnie przyszli asasyni zaczynali swój trening. Według niemieckiego dyplomaty Burcharda ze Strasburga (XII w.) kandydaci na zabójców od niemowlęctwa przebywali w zupełnej izolacji. Z kolei włoski podróżnik Marco Polo pisze, że szkolenie przechodzili od 12. Do 20. roku życia. Wiadomo, że uczyli się nie tylko technik walki, ale i języków obcych, aby łatwiej przedostać się do otoczenia ofiar. Przede wszystkim jednak cechowało ich bezwzględne posłuszeństwo. Na skinienie przywódcy sekty rzucali się w przepaść – dosłownie. Przekonał się o tym Henryk z Szampanii, tytularny król jerozolimski. W 1194 r. zaprosił go przełożony syryjskich asasynów i pokazał, jak na jego rozkaz dwaj fedaini skaczą z wieży. To ślepe posłuszeństwo fedainów różnie próbowali tłumaczyć kronikarze i dyplomaci. W europejskich relacjach przywódców sekty brano za szarlatanów. Pewien Syryjczyk na początku XIV w. wskazywał na omamianie fedainów magiczną lampą, która pozwalała wyświetlać nocą napisy – miała robić takie wrażenie, że ludzie byli gotowi nawet zabijać. Z kolei Marco Polo twierdził, że przywódca sekty w Alamucie urządził wspaniały ogród, do którego przenoszono przyszłych zabójców, uśpionych napojem z opium. Obudziwszy się w ogrodzie, młodzieńcy sądzili, że są w raju! Tym bardziej, że – jak pisał włoski podróżnik – „damy i dziewice cały dzień spędzały z nimi, grając i śpiewając, i oddając się wszelakim rozkoszom”. Po 4–5 dniach fedaini byli ponownie usypiani. Obudziwszy się, za wszelką cenę chcieli wrócić do „raju”. Przywódca wskazywał do niego drogę: bezwzględne posłuszeństwo, nawet za cenę utraty życia. W podobnym duchu jak Marco Polo opisywał praktyki asasynów w 1259 r. Czag Te, poseł mongolskiego chana.

Inną ciekawą relację pozostawił Sadam Kasasir opisuje on, że fedaini szkolą się w używaniu ukrytego ostrza. A broń tą zakładają na prawe jak i lewe przedramię. Jeszcze ciekawsze relacje pozostawił Murat Żyd, który na polecenie templariuszy przeniknął do nizarytów w 1128 roku. Zgodnie z jego relacją fedaini podzieleni byli na dwa piony: kurierów, którzy przenosili broń, pieniądze jak i rozkazy oraz pion agenturalny. Ten dzielił się na agentów asasynów uśpionych, którzy mogli pod przykrywką kupców czy mieszkańców miast czekać latami na wykonanie zadania i fedainów czyli komandosów śmierci. Według Murata kandydatów wybierano, ale także przyjmowano ochotników. Ci którzy się nie sprawdzili byli zabijani, ale nie od razu gdyż stanowili żywe worki treningowe. Fedaini wykorzystywali do tego też różnych przestępców oraz schwytanych przeciwników. Fedaini używali różnych typów broni sztyletów, zatrutych ostrzy, łuków, szabel i broni przeciwnika. Uczyli się wspinaczki i do tego celu zakładali na ręce i stopy opaski skórzane z pazurami.

Pojawienie się asasynów zbiegło się w czasie z I wyprawą krzyżową i powstaniem łacińskich państw na Bliskim Wschodzie. Tak się składa, że dla wyznawców szyickiej sekty z Alamutu wrogami numer jeden byli nie chrześcijanie, lecz sunnici – a więc wyznawcy innego odłamu islamu. Wezyr al-Mulk (1092), fatymidzki kalif Al-Amir z Kairu (1130), abbasydzki kalif Al-Mustarszid z Bagdadu (1135)… Tak rozpoczyna się długa lista dostojników zlikwidowanych przez asasynów. Ale prawdziwą przysługę oddali krzyżowcom likwidując nie tyle najważniejszych islamskich przywódców, ile zbyt aktywnych wodzów z drugiego szeregu. Rozszerzywszy swą działalność na Syrię, asasyni zasztyletowali tam w 1103 r. Dżanaha al-Daula. Ten emir Himsu „przypadkiem” szykował się właśnie do wyprawy przeciwko krzyżowcom. A kiedy chrześcijańskim włościom zagrażały połączone siły wodzów z Damaszku i Mosulu – Tughtakina i Maududa – nagle w 1113 r. pierwszy z nich zlecił asasynom zamordowanie drugiego, a Europejczycy mogli odetchnąć. „Przelanie krwi heretyka jest bardziej godne chwały niż zabicie 70 greckich niewiernych” – mawiał jeden z przywódców asasynów. W tej sytuacji asasyni wyświadczyli przysługę krzyżowcom jakby „przy okazji”, nie brak też jednak przykładów bezpośredniego współdziałania łacinników z „zażywającymi haszysz”.

Gdy w 1129 r. namiestnik Damaszku zaczął prześladować asasynów, ich syryjski przywódca nawiązał kontakt z królem jerozolimskim Baldwinem II. Ten zaś pozwolił im się osiedlić na terenach kontrolowanych przez łacinników. Bili się ramię w ramię, choćby w 1149 roku w przegranej bitwie koło Źródła Murada, walcząc przeciw syryjskiemu władcy Nur ad-Dinowi. Od 1130 roku asasyni po cichu współpracowali i kontaktowali się z zakonami rycerskimi: templariuszami, joannitami i krzyżakami a także z władcami chrześcijańskimi. Niecałe ćwierć wieku później kolejny król jerozolimski Amalryk usłyszał od wysłannika przywódcy syryjskich asasynów Raszida ad-Dina Sinana (zwanego Starcem z Gór), że chcą nie tylko sojuszu przeciw Nur ad-Dinowi, ale wręcz mogą… nawrócić się na chrześcijaństwo! Jak sądził brytyjski historyk Steven Runciman, sekcie chodziło o zniesienie trybutu nałożonego na ich wioski przez templariuszy. Bo asasyni to nie tylko zabójcy z niedostępnych twierdz, ale też „zwykli” muzułmanie, a część zamieszkanych przez nich miejscowości znajdowała się w orbicie wpływów zakonów rycerskich. To właśnie od templariuszy nauczyli się walki dwoma sztyletami a od joannitów podstaw żeglugi.

Nie znaczy to, że współpraca ta miała trwałe podstawy. Po spotkaniu z królem w 1173 roku wracający asasyński poseł został napadnięty i zamordowany przez templariusza Waltera z Mesnil. Król Amalryk wpadł we wściekłość. Jego gniew zwiększył wielki mistrz templariuszy, który oświadczył, że Waltera nie wyda, bo zakon podlega papieżowi, a nie królowi jerozolimskiemu. W odpowiedzi Amalryk na czele zbrojnych wtargnął do siedziby templariuszy w Sydonie, zabrał stamtąd Waltera i zamknął go w więzieniu w Tyrze. Do Starca z Gór wysłał zaś poselstwo z przeprosinami. Zostały przyjęte, ale na trwały sojusz między Królestwem Jerozolimskim i asasynami nie było szans. Z jednej strony przywódca asasynów mógł chować urazę, z drugiej – widział, że król nie jest w stanie oprzeć się rosnącym wpływom templariuszy. Amalryk zresztą niedługo potem zmarł, a Walter wyszedł na wolność. Nie oznaczało to jednak, że asasyni przestali być pomocni chrześcijanom.

Po śmierci Nur ad-Dina (1174) najważniejszą postacią na muzułmańskim Bliskim Wschodzie został, Saladyn. Jemu też – na szczęście dla łacinników – nie było po drodze, z nizarytami. Jeszcze w 1174 roku próbowali zamordować go pod Aleppo, ale zamachowców schwytano koło jego namiotu i zabito. Rok później znowu uszedł z życiem – tym razem uratowała go przed zabójczym ciosem żelazna misiurka, którą nosił pod turbanem. W takiej sytuacji Saladyn rozpoczął wielką akcję odwetową przeciw Starcowi z Gór. Lecz pewnej nocy obudził się w namiocie i znalazł kilka ciepłych ciastek, jakie wypiekali tylko, asasyni, zatruty sztylet i kartkę papieru z wierszem pełnym pogróżek. Wtedy wysłał posła do Starca z prośbą o wybaczenie. Obiecał więcej nie nękać asasynów pod warunkiem, że ci nie będą na niego polować. Starzec z Gór zgodził się.

Fedaini atakowali także chrześcijan – Pierwszego głośnego mordu na chrześcijaninie asasyni dokonali w 1152 r. Ich ofiarą był Rajmund II, hrabia Trypolisu. Nie wiadomo, kto zlecił jego zabójstwo i dlaczego to zrobił. Co innego późniejsza o 40 lat sprawa śmierci Konrada z Montferratu, włoskiego możnowładcy i awanturnika. W 1187 r. zjawił się w Tyrze, następnie ożenił się z dziedziczką Królestwa Jerozolimskiego i w 1192 r. został królem (a w zasadzie władcą resztek dawnego państwa, bo sama Jerozolima już w tym czasie znajdowała się w rękach muzułmanów). Pewnego dnia Konrad zagarnął galerę, która wiozła cenny ładunek dla Raszida ad-Dina Sinana. Starzec z Gór zażądał zwrotu. Konrad sprawę zlekceważył, a jakby tego było mało – załogę statku utopiono. O sprawie przypomniano sobie 28 kwietnia 1192 r., kiedy dwóch asasynów zasztyletowało Konrada. Jednego z zamachowców zabito na miejscu, drugi uciekł do kościoła, gdzie szukał azylu. Siłą go wywleczono i wzięto na tortury, w czasie których przyznał, że zleceniodawcą ataku jest Starzec. Sami zabójcy znakomicie przygotowali się do zadania – dla niepoznaki wcześniej przyjęli chrzest, a ich ojcami chrzestnymi zostali biskup Beauvais i… właśnie nieszczęsny Konrad z Montferratu. Wkrótce pojawiły się głosy, że prawdziwym inspiratorem zamachu był angielski król Ryszard Lwie Serce, który Konrada nie lubił. Co więcej, kolejnym królem jerozolimskim został siostrzeniec Ryszarda Henryk z Szampanii. To właśnie on w 1194 r. przyjął zaproszenie do siedziby syryjskich asasynów. Następca niedawno zmarłego Sinana przeprosił króla za zamordowanie Konrada, a w dowód przyjaźni zapewnił, że jego ludzie zabiją każdego, kogo im wskaże. Brak informacji, by Henryk skorzystał z tej oferty. Na pewno jednak krzyżowcy zaczęli pojawiać się wśród zleceniodawców zamachów… na innych chrześcijan. Historyk Runciman twierdzi, że to z poduszczenia rycerskiego zakonu szpitalników (joannitów) asasyni zlikwidowali Rajmunda, najstarszego syna księcia Antiochii (1213), patriarchę jerozolimskiego Alberta (1214) i Adama z Baghrasu, namiestnika Cylicji (1220).

Najbardziej niezwykłą akcję asasyni przeprowadzili w 1231 r. Ich zamachowiec pojawił się w… niemieckim mieście Kelheim. Kiedy rankiem 16 września książę Bawarii Ludwik I przejeżdżał przez tamtejszy most, nagle podszedł nieznany mężczyzna i zasztyletował władcę. Nie wyjawił motywów. Na udział asasynów wskazywały jednak dwie przesłanki: użycie sztyletu i właśnie milczenie zabójcy, którego nie przerwały nawet tortury. Kiedy w śledztwie zaczął przeszkadzać cesarz Fryderyk II Hohenstauf, dla wielu stało się jasne, że to on był inspiratorem mordu. Wprawdzie miał fatalną opinię u kronikarzy (bo przez większość życia spierał się z papiestwem),ale zamordowany książę istotnie był jego przeciwnikiem, a z asasynami cesarz utrzymywał bliskie kontakty. Dziś nie znamy szczegółów intrygi. Być może cesarz wynajął zabójcę z dalekiej Syrii. Jednak – zakładając prawdziwość oskarżeń pod adresem Fryderyka – bardziej wygląda to na „przysługę” ze strony sekty, która na gwałt potrzebowała sojuszników, nawet wśród chrześcijan. W lipcu 1232 roku cesarza Fryderyka II odwiedzili na Sycylii posłowie kolejnego Starca z Gór (tym przydomkiem Sinana zaczęto też określać jego następców). Opowiadali o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Mongołów, którzy naciskali na muzułmanów od wschodu. Szukali wsparcia wśród władców Zachodu. Jednak większości chrześcijan walki „pogan” między sobą bardzo odpowiadały.

Nie uzyskawszy poparcia Asasyni próbowali załatwić mongolski problem w swoim stylu. W 1242 r. zabili Czagataja, jednego z synów Czyngis-chana, rządzącego na terenach środkowej Azji. Zaś w 1254 r., 400 asasynów ruszyło, aby zgładzić wielkiego chana Mongkego. „W warunkach znakomicie zorganizowanego imperium wojskowego opartego o wypracowany przez stulecia w państwowościach wcześniejszych system administrowania – takim zaś było imperium Czyngis-chana i jego następców – próba zgładzenia panującego przez kogoś z zewnątrz miała szanse nader nikłe” – zauważa mediewista i orientalista Jerzy Hauziński. Śmierć Czagataja była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Mongke przeżył, a w 1256 roku jego brat Hulagu na czele olbrzymiej armii uderzył na tereny zajmowane przez asasynów w ich ojczystej Persji. Mongołowie działali inaczej systematycznie zajmowali kolejne tereny eliminując zagrożenie, gdy zjawili się pod Alamutem, przywódca sekty – Rukn ad-Din Churszah – stawił się przed Hulagu i uznał się jego poddanym. Jednak obrońcy Alamutu nie posłuchali przywódcy i nie wydali twierdzy. Mongołowie zdobyli ją po kilku dniach oblężenia. Los irańskich asasynów wydawał się przesądzony. Rukn ad-Din starał się wprawdzie o audiencję u Mongkego, ale gdy dotarł do jego siedziby w Karako-rum, wielki chan odmówił. Rukn ad-Din wkrótce został zamordowany. Podobny los spotkał tysiące jego współwyznawców, których zgromadzono pod pozorem spisu ludności i wyrżnięto. Hulagu zdobył Bagdad, Aleppo i Damaszek. Wydawało się więc, że także syryjscy nizaryci podzielą los swoich perskich (irańskich) braci. Jednak wiosną 1260 r. Hulagu musiał wrócić na wschód, bo w imperium zaczęły się rozgrywki wewnętrzne po śmierci wielkiego chana. Syryjscy asasyni odetchnęli z ulgą, a na horyzoncie pojawił się ich wybawca – egipski sułtan Bajbars. Nie dość, że oczyszczał Syrię z Mongołów, to w 1266 r. wymógł na rycerzach zakonnych rezygnację z trybutu pobieranego od nizarytów. Ale nic za darmo, gdyż Sułtan Egiptu zaczął wysługiwać się syryjskimi asasynami jak swoimi prywatnymi zabójcami. Celem znów stali się chrześcijanie. Kiedyś ginęli głównie w efekcie rozgrywek w gronie samych chrześcijan, tym razem było inaczej. Asasyni pałali żądzą zemsty na krzyżowcach za próby układania się z Mongołami. Poza tym wśród najeźdźców ze Wschodu znajdowali się chrześcijanie, np. nestorianin Kitboga, główny dowódca Hulagu. Bajbars wykorzystał żądzę zemsty nizarytów i wziął na cel elitę krzyżowców. W1270 r. dwaj asasyni przebrani za tureckich żołnierzy przybyli do Tyru i poprosili rządzącego miastem Filipa z Montfortu o chrzest. Ten zgodził się. Filip został ojcem chrzestnym jednego asasyna, hrabia Sydonu Julian – drugiego. Pan Tyru wziął też obu przybyszów do siebie na służbę. Kiedy pewnego dnia syryjski służący Filipa odkrył w rzeczach neofitów owinięty w płótno zatruty sztylet, byli bliscy dekonspiracji. Przekupili jednak służącego. Dzięki temu rankiem 17 sierpnia 1270 r. mogli przystąpić do działania. Chrześniak Filipa bez problemu dostał się do kaplicy pałacowej w Tyrze, gdzie modliły się trzy osoby: pan miasta, jego syn Jan i rycerz Wilhelm de Picquigny. Asasyn wyciągnął sztylet, błyskawicznie rzucił się na Filipa i zadał mu kilka ciosów. Następny w kolejce miał być Jan, ale odepchnięty przez de Picquigny’ego asasyn obciął niedoszłej ofierze tylko dwa palce. Jan drugą ręką dobył miecza i w kaplicy wywiązała się walka. Umierający Filip zdołał wyczołgać się z sali modlitw i zaalarmować straż. Asasyna pochwycono. 28 kwietnia 1192 roku, kilka dni przed planowaną koronacją, król elekt został skrytobójczo zamordowany przez członków muzułmańskiej sekty nizarytów. Do dziś nie wiadomo, kto zlecił zabójstwo. Możliwe, że była to inicjatywa samych członków sekty, którym istnienie na wybrzeżu silnych państw frankijskich było nie na rękę. Innym powodem zabójstwa mogła być piracka napaść Konrada na statek wiozący zaopatrzenie dla asasynów. Niektórzy uważają jednak, że zleceniodawcą morderstwa mógł być Saladyn lub król Ryszard. Niemniej, żadna z tych hipotez nie została potwierdzona. W tym samym czasie Julian z Sydonu był ze swym chrześniakiem w drodze do Bejrutu. Po zamachu w Tyrze od razu wysłano do niego ostrzeżenie. Kiedy drugi asasyn zrozumiał, że został zdemaskowany, uciekł. W czasie śledztwa wzięto na tortury syryjskiego służącego, który przyznał się, że wiedział o planie zamachu na Filipa. Dwa lata później asasyni wzięli na cel angielskiego królewicza Edwarda Długonogiego. Był to ostatni wielki władca, który przybył jako krzyżowiec na Bliski Wschód. 16 czerwca 1272 r., kiedy przebywał sam w komnacie w Akce, zjawił się przybysz z listem. Gdy Edward zaczął czytać pismo, nieznajomy wyciągnął sztylet, aby dźgnąć królewicza w brzuch. Ten jednak sparował cios, a potem wyrwał napastnikowi broń. Hałas przyciągnął świtę królewicza, ktoś mieczem roztrzaskał asasynowi głowę. Długonogi miał „tylko” uszkodzone oko i poważną ranę w prawym ramieniu. Długo nie mógł dojść do siebie, a przy najbliższej sposobności wrócił do Anglii (gdzie panował 35 lat, podbił Walię i stłumił szkockie powstanie Williama Wallace’a – „Bravehearta”). W ten sposób sułtan Bajbars wyeliminował Filipa z Mont-fortu (jednego z wybitniejszych miejscowych chrześcijańskich feudałów) i usunął z drogi Edwarda Długonogiego (który odnosił pewne sukcesy militarne i nawiązał kontakty z Mongołami). Tak przygotował grunt pod ostateczną likwidację łacińskich państw na Bliskim Wschodzie. Możliwe, że obawiał się też kolejnej wyprawy krzyżowej, skoro wysłał 12 asasynów (przebranych za franciszkanów) z zadaniem zamordowania króla Francji Filipa III Śmiałego oraz jego stryja Karola Andegaweńskiego, rządzącego Sycylią. Misja ta nie przyniosła jednak spodziewanych przez sułtana rezultatów. Zabójców wyłapano, tym razem służby królewskie były znacznie skuteczniejsze.

To fiasko zbiegło się z końcem asasynów. Irańskich zmietli Mongołowie, a syryjskich podporządkował sobie Bajbars. Pozbawił ich prawa do pobierania danin od podległej im ludności, a gdy próbowali się opierać, w 1273 r. zdobył ich główną siedzibę al-Kharf. Odtąd asasyni istnieli tylko jako sekta stricte religijna, a zakon skrytobójców odszedł do przeszłości. Wprawdzie egipscy sułtani wykorzystywali jeszcze asasynów w służbie wywiadowczej, a nawet jako płatnych morderców, jednak niewiele mieli już wspólnego z gotowymi na wszystko haszszasinami.

Wielu historyków uważa, że był to koniec asasynów, nic podobnego utracili oni jedynie niezależność i od tej pory mieli służyć władcom islamskim. Rekonkwista Hiszpanii została w XIII wieku obwołana krucjatą, jednak po ostatecznym podbiciu ziem Grenady, walczący opuścili szeregi armii. Rządy Ferdynanda oznaczały początek umocnienia się roli Hiszpanii na europejskiej scenie politycznej, kończąc dyplomatyczną izolację, wywołaną tarciami jego ojca z papieżem. Wtedy to został zbudowany Uniwersytet Salamanki, jeden z najstarszych uniwersytetów Europy, którego celem było nauczanie praw rządzących ekonomią w duchu chrześcijańskim. W Hiszpanii zjawili asasyni lecz napotkali się z kontr działaniem templariuszy. Trzeba zaznaczyć, żejuż wcześniej Zakon Świątyni wspierał ofensywę władcy Królestwa Aragonii na południe półwyspu. W roku 1148 uzyskali Tortose a w 1153- Miravet. Twierdza ta nad rzeką Ebro stanowiła graniczny punkt królestwa. Ustanowienie w niej załogi zakonu było dużym ciosem dla muzułmanów. Teraz to wywiad templariuszy skutecznie sparaliżował działania asasynów w Hiszpanii, pod koniec XIII wieku wszystkie akcje asasynów spaliły na panewce a wysłani fedaini zostali schwytani lub zabici.

W XIV wieku fedaini zwiększyli swoją aktywność w Europie i na terenie basenu morza Śródziemnego w związku z ogólną sytuacją polityczną ( zagłada zakonu templariuszy) oraz ofensywą islamską. Powstały ich placówki na terenie Włoch prowadząc aktywne działania wywiadowcze. W 1354 rokuw brawurowy sposób likwidują Gwidona z Baskerville – przywódcę Deus exercitus. Zamachu dokonali w ten sposób, że wóz wiozący ryby zajechał drogę powozowi jakim podróżował Gwidon. Z tłumu poleciały zatrute strzały trafiając woźnicę i jednego ze służących. Inny z rycerzy został zabity rzuconymi nożami, a do powozu wdarł się fedain. Wprawdzie Gwidon go zabił, ale nie odparł ataku następnego i został zraniony w szyję zatrutym nożem, zmarł kilka godzin później. Cała akcja trwała zaledwie kilka chwil.

Jego następca Jean de Jerac omal nie zginął trzy lata później, strzała odbiła się od zbroi jaką nosił pod ubraniem. Zamachu dokonano w samym Rzymie. W odpowiedzi Jean de Jerac zlecił likwidacje placówek fedainów we Włoszech. Członkowie Deus exercitus na terenie Włoch dokonali akcji likwidacyjnych podpalając składy i sklepy, które były placówkami asasynów, zlikwidowali też nieustaloną liczbę fedainów.

Dżuma w Europie wstrzymała działania asasynów i dopiero odnowili swoją działalność pod koniec XIV wieku. Tym razem koncentrowali swoją działalność na podsycaniu konfliktów we Włoszech. Przypominając, że upadek polityczny cesarstwa założonego przez Henryka VI wykorzystali królowie Francji, narzucając swój protektorat papieżom (rezydującym 1309–77 w Awinionie). Narastające w XIII i na początku XIV w. sprzeczności wewnątrz miast Włoch doprowadziły do ewolucji ich ustroju i zdobycia władzy (signorii) m.in.: przez Viscontich w Mediolanie, Scalgierich w Weronie, Gonzagów w Mantui, Este w Ferrarze i Modenie. Najsilniejsze signorie umocniły się jako samodzielne monarchie i republiki. Florencja od 1434, pod rządami Medyceuszy, stała się kolebką renesansu i – obok Rzymu, Wenecji, Padwy, Sieny – jednym z głównych ośrodków sztuki. Renesansowe Włochy stały się europejskim centrum naukowe i kulturalne, przyciągającym przybyszów z wielu krajów. W tym tyglu fedaini działali znakomicie podsycając spory i roszczenia rodów panujących. Współpracowali także z tak licznie występującymi piratami islamskimi. Zbliżał się jednak ich koniec, ostatnią akcją fedainów na terenie Europy były działania wywiadowcze na Malcie, która od 1530 roku była we władaniu zakonu Joannitów. Malta się jednak obroniła, choć Wyspy broniło tylko około 9 tysięcy żołnierzy, w tym 592 kawalerów zakonnych broniących się głównie w najsilniej umocnionych twierdzach – Forcie św. Elma na półwyspie Sciberras, Forcie św. Anioła na półwyspie Birgu i Forcie św. Michała na półwyspie Senglea. Wielki mistrz Jean Parisot de La Valette poprowadził Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty do zwycięstwa co przyniosło kres działania asasynów .

Czy był to jednak koniec działania asasynów?

Historyk Bernard Lewis w książce „The Assassins: A Radical Sect in Islam” przekonywał, że asasyni byli pierwszymi terrorystami. Oczywiście, skrytobójstw dokonywały wcześniej inne sekty lub stronnictwa, np. działający w czasach nowotestamentowych żydowscy sykariusze. Jednak „zażywacze haszyszu” wznieśli ten fach na inny poziom. Fedaini byli ślepo posłuszni przywódcy, nie bali się tortur ani śmierci, atakowali na terenach od Europy Zachodniej po państwo Czyngis-chana. Działało to na wyobraźnię ludzi średniowiecza i przeszło do legendy. Słowo „assassin” jest w językach francuskim i angielskim synonimem zabójcy.

 

Jan Ziemiański

 

*fedain, arab. fidā’ī, – osoba oddająca życie za innych, poświęcająca się dla dobra innych; członkowie ismailickiego ugrupowania asasynów (nizaryci, XI–XIII w.); także członkowie terrorystycznej organizacji rel.-polit. w Iranie (1943–55) przeciwnej wszelkim kontaktom rządu z krajami nie muzułmańskimi i odpowiedzialnej za morderstwa kilku irańskich polityków; współcześnie również bojownik (partyzant) palestyński należący do jednego z palestyńskich ugrupowań polityczno-militarnych.

*W Iraku większość fedainów wywodziła się ze szczepu Bu Nasser, zamieszkującego okolice Tikritu,

*Pierwsze odnotowane użycie ukrytego ostrza odbyło się w czasie zabójstwa Kserksesa I w Persji w 465 roku pne, przez Asasyna imieniem Darius. Broń używana składała się z prostego mechanizmu, który był noszony na prawej ręce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *