Trump prezydentem

Trump prezydentem

Wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich była dla wielu lewicujących lub trockistowskich polityków pełnym zaskoczeniem. To co się stało to nie tylko zwycięstwo zdrowego rozsądku ale także przegrana lewicy światowej. Wraz z Hillary Clinton i jej skorumpowanym klanem Clintonów bitwę o przyszłość przegrali wszyscy, którzy udzielali im poparcia medialnego, politycznego, także materialnego. Oprócz oczywistej klęski Partii Demokratycznej na czele z obecnym prezydentem Obamą, przegrało całe środowisko liberalno-lewackie jako zaplecze. Wraz z Clintonami przegrała obsceniczna lewica obyczajowa i te wszystkie wypaczenia ideologiczne w rodzaju gender, aborcji jako prawa człowieka, jednopłciowe związki, pornograficzne parady, gejowskie subkultury oraz wszyscy quasi antyfaszyści, farbowani antyrasiści, a w rzeczywistości zakamuflowani  trockiści i bolszewicy.  Przegrał także udzielający jej wsparcia materialnego George Soros- globalny grandziarz finansowy, którego akurat Polakom nie trzeba przedstawiać, wiemy kogo u nas  sponsoruje (Obywatele dla Demokracji, Fundację Batorego, oraz KOD). Ta jego porażka w tej rozgrywce musi ucieszyć każdego polskiego. lub węgierskiego konserwatystę, i każdego innego. Soros bowiem wspiera niemal wszystkie dewiacje polityczne, ideologiczne i obyczajowe, jakie statecznemu, konserwatywnemu obywatelowi mogą się przydarzyć tylko w sennych koszmarach. Nie wszyscy jednak amerykańscy  celebryci są zlewicowani sam aktor  Clint Eastwood popierał Trumpa swoim hasłem: „Dość cywilizacji mięczaków!”. Wbrew pokazywanym protestom zwykli amerykanie mówią „ jest największa nadzieja, jaka pokładamy w prezydenturze Trumpa” – chodzi o zmianę cywilizacyjną, o nazywanie zjawisk, rzeczy i ludzi po imieniu, o postawienie tamy lewicowym mrzonkom i dewiacjom, o rozwój państwa i społeczeństwa, a nie klanową wszechogarniającą korupcję; o realne bezpieczeństwo, a nie markowanie współpracy. Chodzi wreszcie o powrót do społecznej normalności.

Nieżyjący już amerykański pisarz Charles Bukowski tak pisał kilka lat temu widząc co dzieje się w światowej polityce: „Nie zgadzam się na taką alternatywę – przyłączyć się do stada albo zostać włóczęgą”. Ludzie na świecie są już zmęczeni  tak zwaną solidarnością społeczną  pozwalającą na działania przeciw narodowe w imieniu rzekomej demokracji. Świadczą o tym zwycięstwa wyborcze Orbana na Węgrzech i Kaczyńskiego w Polsce. Teraz zwycięstwo Trumpa ze względu na wagę USA w światowej polityce jest potężnym impulsem do daleko idących zmian.  Osiem lat temu Rywiński śpiewał „ co mamy z Obamy”, Dziś  nie możemy wyrokować, czy wyjdzie  Polsce na dobre wybór Trumpa. Jest jednak poważna przesłanka, że nie wyjdzie na złe – jest to bowiem wielka, katastrofalna wręcz porażka światowej skrajnej lewicy, zakały ludzkości, czyli zakamuflowanego bolszewizmu i ugrupowań trockistowskich. Można się zastanawiać, czy w ostatecznym rozrachunku będziemy na plus, ale jest pewne, że musi nastąpić zmiana, jeśli mamy wyjść na plus. Zmiana już nastąpiła gdyż Trump powiedział – „Czujemy się zobowiązani do zapewnienia bezpieczeństwa Polsce, gdyż jest to istotne ze względu na bezpieczeństwo całej Europy Wschodniej”. Natomiast  prowadząc kampanię na rzecz swojej żony, Bill Clinton mówił, że dla Polski demokracja jest czymś zbyt trudnym. I mówił tak ze względu na sprzeciw Polski wobec przyjęcia uchodźców. Sama Clinton takżę nie złożyła jakichkolwiek obietnic mówiących o zapewnieniu bezpieczeństwa Polski natomiast deklarowała nadzorowanie demokracji w Polsce.

Trump podczas spotkania w siedzibie Kongresu Polonii Amerykańskiej dziękował Warszawie za udział polskich żołnierzy w operacjach Sojuszu w Iraku i Afganistanie oraz podkreślał wkład amerykańskiej Polonii w historię i rozwój Stanów Zjednoczonych. Zapewniał jednocześnie, że w przypadku wygranej zajmie się sprawą zniesienia amerykańskich wiz dla Polaków już w pierwszych tygodniach po objęciu urzędu. Teraz bardzo dużo zależy od Polskiej dyplomaci a zwłaszcza od działania prezydenta Dudy w celu zapewnienia realizacji deklaracji jakie Trump składał w trakcie swojej kampanii wyborczej.

Sama administracja Trumpa nie będzie miała łatwego startu gdyż musi zmierzyć się chociażby z problemem nielegalnej emigracji. Na przykład  z Salwadoru  do Stanów Zjednoczonych wyjechały za pracą  – 3 miliony ludzi. Dwie trzecie spośród salwadorskich imigrantów przebywa tam nielegalnie, a 16,4 proc. salwadorskiego PKB pochodzi z transferu zarobków tych Salwadorczyków wiec wcale niełatwo będzie się ich pozbyć. Z 8,3 miliona obywateli Hondurasu 1,2 miliona pracuje legalnie bądź nielegalnie w USA, po odliczeniu 20 000 osób, które deportowano ze Stanów Zjednoczony od początku tego roku. Choć to administracja prezydenta Obamy wykonała najwięcej deportacji to po wyborze Trumpa lewicujące media w USA zaczęły krzyczeć – „Zagrożony byt 0,8 mln Gwatemalczyków”. Że dla niewiele bogatszej od Hondurasu Gwatemali spełnienie zapowiedzianych przez Trumpa masowych deportacji nielegalnych imigrantów miałoby wymiar katastrofy. Według oficjalnych gwatemalskich statystyk 2 miliony obywateli tego kraju mają stałe bądź dorywcze zatrudnienie w USA, z czego 800 000 pracuje nielegalnie. Transfery ich zarobków do ojczyzny, to 10 proc. gwatemalskiego PKB: ponad 5 miliardów dolarów rocznie przecież te pieniądze mogłyby zasilić przeciążony budżet USA. Znaczna część tej nielegalnej emigracji ekonomicznej do Stanów Zjednoczonych to nieletni. Często są to głodne dzieci poniżej dziesiątego roku życia przekradające się nocami przez granice i stanowią obciążenie dla służb socjalnych w Stanach.

Administracja Trumpa będzie musiała także zmierzyć się z pozostałością kryzysu, gdyż porównując rok 2007 zarobki amerykanów jeszcze nie wróciły do przedkryzysowego poziomu.

Jak będzie jeszcze nie wiadomo dopiero po zaprzysiężeniu Trumpa i powołaniu nowej administracji będzie można powiedzieć w jakim kierunku zmierza świat.