Tur żubr historia restytucji

Tur, żubr – historia restytucji

Tereny Puszczy Białowieskiej podlegają ochronie, co najmniej od początku XV wieku. Początkowo nie była to jednak ochrona podyktowana względami przyrodniczymi, ale praktycznymi i reprezentacyjnymi – lasy puszczy stanowiły wyłączne tereny łowieckie książąt litewskich i królów Polski, a głównym przedmiotem troski były zasoby grubej zwierzyny, zwłaszcza żubra. System ochrony, poza ograniczeniami łowieckimi, opierał się na istnieniu „ostępów zwierzynnych” wyłączonych z jakiejkolwiek gospodarki i zarezerwowanych dla polowań monarszych oraz „przechodów zwierzynnych” łączących ostępy i odpowiadających dzisiejszej definicji korytarzy ekologicznych.

W 1639 roku w Puszczy Białowieskiej wydzielonych było łącznie 137 ostępów, a najważniejszym w tym okresie przechodem był „Przechód wielki zwierzynny koło rzeki Jasiołdy przez mosty Żołobate” łączący lasy białowieskie z nieistniejącą już Puszczą Łyskowską. Przestrzegania praw związanych z ochroną puszczy strzegły dobrze zorganizowane służby leśne. Już w XV wieku funkcjonowała tu osoka, a w późniejszych czasach powołano też odrębne formacje – strzelców i strażników. Dostęp do zasobów Puszczy był ściśle regulowany. Mieszkańcy najbliżej położonych, przypisanych do niej administracyjnie osad mogli za coroczną opłatą pobierać z lasów martwe drewno na opał, drewno na własne cele gospodarcze, zbierać grzyby, owoce i inne pożytki oraz wypasać bydło. Istniały również „prawa wchodowe” – przywileje osobiście nadawane przez króla wybranej szlachcie, duchowieństwu i miejscowościom. Uprawniały one do korzystania z konkretnego fragmentu puszczy w określony sposób – najczęściej przez koszenie łąk, zakładanie barci lub łowienie ryb w rzekach. Hodowla pszczół, jak i inne sposoby korzystania z zasobów Puszczy wymagały królewskiego pozwolenia

Barć w muzeum w Białowieży

W 1559 roku na terenie Puszczy obowiązywały 44 wchody szlacheckie, miejskie, kościelne i cerkiewne. Zlokalizowane były one głównie w jej południowej i wschodniej części, w wielu przypadkach na terenach później wylesionych i dziś znajdujących się już poza kompleksem lasów białowieskich. Przeważnie wchody różnych typów pokrywały się przestrzennie ze sobą, co umożliwiło przetrwanie w niezmienionej postaci znacznym połaciom Puszczy.

Najliczniejsze spośród zidentyfikowanych były „wchody sianożętne” (27 lokalizacji), które dzieliły się na „błotne” – umożliwiające koszenie łąk w dolinach rzecznych oraz mniejsze powierzchniowo wchody „dubrowne” dające możliwość wykaszania roślinności w starych drzewostanach dębowych. W niektórych przypadkach dopuszczano też przetrzymywanie przez zimę bydła na łąkach wchodowych przy zgromadzonych stogach siana (4 z 27 przypadków) oraz budowę „izb”, niewielkich budynków dla pracowników wykonujących sianokosy (5 z 27 przypadków). Istotną grupę stanowiły też „wchody bartne” (24 lokalizacje) pozwalające na „dzianie barci” w starych sosnach lub rzadziej w drzewach liściastych oraz wchody związane z rybołówstwem (w 13 lokalizacjach zezwalano na tworzenie drewnianych jazów na rzekach, w czterech lokalizacjach na budowę stawów w pobliżu rzek).

Istniały w tym okresie również dwa przywileje wchodowe pozwalające na wycinkę drzew na własne potrzeby, bez możliwości jego sprzedaży. Jeden z nich został nadany w 1521 roku przez króla Zygmunta I Starego cerkwi w Szereszewie, drugi w 1537 roku przez królową Bonę kościołowi w tej samej miejscowości. Ponadto do 1571 roku kasztelan bracławski Andrzej Kapusta posiadał przywilej odprawiania na swoich wchodach „gonów bobrowych” oraz polowań z wyłączeniem żubrów i jeleni, z którego to jednak najprawdopodobniej nie korzystał z uwagi na obowiązujące wówczas prawne ograniczenia polowań w puszczach królewskich.

W XVII wieku sporadycznie nadawano nowe wchody rębne oraz pojawiły się pierwsze przywileje umożliwiające zbiór rudy darniowej, zwiększano także powierzchnie „wchodów sianożętnych”. Zwiększało się również znaczenie bartnictwa, w 1792 roku w Puszczy naliczono 7155 konstrukcji służących do hodowli pszczół, głównie barci, a rzadziej uli, których wówczas użytkowanych było 936. Do obydwu wyżej wymienionych sposobów korzystania z zasobów puszczy, odpłatnego oraz wchodowego, a także do polowania na drobną zwierzynę uprawnieni byli „ludzie królewscy”, czyli pracownicy służb leśnych – osocznicy, strzelcy i strażnicy. W 1559 służby leśne posiadały, co najmniej osiem praw wchodowych, z których korzystanie stanowiło część wynagrodzenia za służbę, całkowita jednak liczba tego typu przywilejów nie jest obecnie znana.

Te ograniczenia jednak nie uchroniły Tura i Żubra od wyginięcia.

Żubra udało się uratować od wyginięcia, ale ciągle należy do gatunków zagrożonych. Mimo że na świecie mamy teraz ponad 5 tys. zwierząt, populacje żyjące na wolności występują na niewielkim obszarze, ponadto są od siebie odizolowane – nie ma między nimi wymiany genów. Przepływ genów jest niezmiernie potrzebny, ponieważ wszystkie żubry pochodzą od zaledwie 12 osobników. Ponadto zbyt małe rozproszenie zwierząt, zwłaszcza zimą, gdy skupiają się w miejscach dokarmiania, sprawia, że łatwiej zarażają się od siebie chorobami i pasożytami. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody za jeden z najważniejszych celów wskazuje tworzenie nowych populacji, co zwiększa gwarancję przetrwania gatunku. Takie zalecenia daje też „Strategia ochrony żubra w Polsce” przyjęta przez Ministerstwo Środowiska. Na północnym wschodzie naszego kraju żubry na wolności żyją w trzech Puszczach: Białowieskiej, Knyszyńskiej i Boreckiej. Potencjał tego regionu jest jednak większy, co znajduje potwierdzenie w projekcie „Rozwój meta populacji żubra w północno-wschodniej Polsce”, finansowanym z funduszy norweskich. Jego podstawowym celem jest rozszerzenie zasięgu występowania żubra w tej części kraju i zapewnienie mu właściwych warunków do życia. W ramach projektu jest przygotowywana przyszła ostoja dla tych zwierząt w Puszczy Augustowskiej, a także są sprawdzane możliwości wsiedlenia żubrów w Puszczy Rominckiej. Także działania osób prywatnych oraz kilku fundacji pozwalają liczyć, że Żubr zasieli nowe tereny.

 

 Tur (Bos primigenius) był jednym z największych zwierząt, jakie kiedykolwiek zamieszkiwały Europę, dorosły samiec osiągał do 3 metrów długości i 2 metrów wysokości w kłębie, a ważył 800-1000 kg. Został udomowiony w Azji 608 tysięcy lat temu. Przodkowie tura pojawili się w epoce pliocenu (2 mln lat temu) w Indiach a z czasem te roślinożerne zwierzęta rozprzestrzeniły się na terenach leśnych całej Azji i Europy oraz na północy Afryki. Zamieszkiwały zwarte i położone w nizinach puszcze, zapewniające obfitą bazę pokarmową w postaci roślin jednoliściennych (wszelkiego rodzaju traw i turzyc). Samice turów – krowy cieliły się corocznie po trwającej 9 miesięcy ciąży, rodząc przeważnie jedno cielę. Ostatnie tury wyginęły w Polsce. Proces ich wymierania rozpoczął się już X wieku, ale później nastąpiło gwałtowne, skokowe zmniejszenia pogłowia, najpierw zwierzęta znikły z terenów Europy Zachodniej (w X wieku z Francji, na przełomie XI i XII z Niemiec). W XIV wieku żyły już tylko na Mazowszu, a w 1627 roku na terenie Puszczy Jaktorowskiej niedaleko Skierniewic doszło do padnięcia ostatniej krowy. Jednym z bardzo nielicznych miejsc, w którym w XIV wieku żyły tury było Mazowsze, gdzie przywilej polowania na nie był jedynie w rękach książąt. Od początku XV wieku główna ostoja turów, Puszcza Jaktorowska była specjalnie chroniona na mocy traktatów książęcych. Mimo tego, według inwentaryzacji z 1557 roku, w puszczy żyło zaledwie 50 turów, w 1559 roku — 24, w 1601 roku — tylko cztery. Ostatnia samica populacji mazowieckiej padła z przyczyn naturalnych w 1627 roku Naukowcy uważają, że do przyczyn wymarcia turów należy zaliczyć m.in. polowania, utratę środowiska życia wynikającą z intensywnego rozwoju rolnictwa, zmiany klimatyczne oraz choroby przenoszone przez bydło. Ostatnia znana ostoja turów przetrwała w Prusach Książęcych gdzie nad Pregołą, na północny wschód od Tapiewa tury żyły do połowy XVIII w. Tury tej populacji podlegały opiece i były dokarmiane. Liczebność tapiewskiego stada w 1739 r. podaje się na 70 sztuk, natomiast w 1742 r. już tylko 2 szt. W 1755 r. z rąk kłusownika zginął ostatni przedstawiciel tej populacji i ostatni znany osobnik gatunku na świecie.

Mało dziś, kto wie, że pierwsze próby restytucji Tura podjęli Polacy w XVII wieku. Jeremi Wiśniowiecki i król Sobieski, ale nie udało się pozyskać zwierząt do hodowli w menażeriach, czyli dawnych „ogrodach zoologicznych”. W 1924 roku Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie po raz pierwszy przeprowadził wstępne badania nad możliwością odnowienia gatunku dawnego Tura, dopiero jednak w 1938 roku na utworzonym w 1938 roku Wydziale Rolniczym przeprowadzono poważniejsze badania. Wykazały one, że geny tura posiada: bydło piemonckie, węgierskie siwe bydło stepowe oraz polska czerwona krowa. Wprawdzie rasa ta pochodzi od małego dzikiego bydła brachycerycznego (krótkorogiego), występującego we wschodniej części Europy Środkowej i w Skandynawii ale posiadała pierwotne geny tura. Na rok 1939 zaplanowano pozyskanie stosownych osobników z Węgier oraz wybranych osobników polskiej czerwonej. Niestety wybuch wojny przerwał te prace.

Od 1931 roku dyrektor berlińskiego zoo Lutz Heck oraz jego brat Heinz Heck, dyrektor zoo w Monachium, podjęli prace „hodowlane” nad odtworzeniem dzikiego tura. Zakładali oni, że z jednej strony domowe bydło pochodzi bezpośrednio od tura, jak również, że prymitywne rasy domowego bydła (jak np. wspomniana wcześniej rasa z węgierskiej puszty lub rasa z francuskiego Camargue) zachowały atawistyczne cechy swojego dzikiego przodka, choć poszczególne rasy zachowały je w różnym stopniu. Heckowie chcieli otrzymać, na drodze krzyżowania i selekcji, zwierzę posiadające sumę możliwie wszystkich pierwotnych cech typowych dla tura. Grupa zwierząt posiadających możliwie wszystkie wyselekcjonowane cechy tura miała być zrekonstruowanym fenotypowo wizerunkiem dzikiego gatunku (także pod względem dzikiego behawioru) Stworzoną w ten sposób rasę bydła przypominającą tura umieszczono najpierw w pruskim rezerwacie leśnym Rominsten, a w roku 1942 wypuszczono na wolność w Puszczy Białowieskiej.

Według niesprawdzonych relacji polskich leśników wypuszczone tury zasiedliły obszary zza wschodniej granicy, na terenach dzisiejszej Białorusi i migrując na nasze tereny obserwowane były jeszcze po zakończeniu wojny w roku 1946. Zaobserwowano także, że posiadały one przychówki. Prawdopodobnie później zostały wybite przez głodującą, okoliczną ludność oraz jednostki sowieckie. Pod koniec wojny człowiek stracił kontrolę nad tą sztucznie stworzoną populacją, a pomimo braku jakiejkolwiek opieki potrafiły samodzielnie przetrwać i się rozmnażać ponadto gatunek ten w wyniku doboru naturalnego ewoluował – pojawiły się osobniki o rogach większych, jeszcze bardziej podobne do turów. Po zakończeniu drugiej wojny światowej w niemieckich ogrodach zoologicznych (szczególnie w Berlinie i Monachium) utrzymywano grupy tzw. „turów”. Podobne utrzymywane są do dzisiaj w niektórych zwierzyńcach w Niemczech, Holandii, Francji i Belgii pod nazwą bydło Hecka (Heck-cattle), także w Polsce jest kilka hodowli tych zwierząt.

Czy były to tury? Dziś naukowcy spierają się o to jedni mówią, że jeśli zwierze nie ma stu procent genotypu tura to nim ni jest inni wskazują, że tury Hecka jednak posiadają więcej genów tura niż np. zwykła krowa. Tym samym zaczęła się ewolucja wsteczna. Co ciekawsze to jeśli uda się replikować geny tura to zostaną one wszczepione do komórek jajowych właśnie pozyskanych od krów Hecka.

W dniu 13 października 2006 roku zainaugurowała swoją działalność Polska Fundacja Odtworzenia Tura, której pierwszym prezesem został dr hab. n. med. Mirosław Ryba. ( zmarł w 2015 roku). Obecnie nad odtworzeniem tura w oparciu o materiał genetyczny pobrany z kopalnych szczątków, pracują naukowcy z Katedry Biochemii i Biotechnologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz Instytutu Genetyki Człowieka PAN. Polscy uczeni postanowili zająć się jego analizą, gdy dowiedzieli się, że podobne przedsięwzięcie planują laboratoria zagraniczne. Okazało się, że materiału badawczego – rogów, kości, zębów – jest nawet więcej niż się spodziewali. Ekipa prof. Ryszarda Słomskiego z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zsekwencjonowała już dość dużo odcinków DNA, w tym tego pochodzącego z jąder komórkowych, a to rzadko się zdarza w przypadku wymarłych organizmów. Na razie odtwarzanie tura odbywać się będzie wyłącznie na poziomie molekularnym. Osiągnięcia te neguje Adam Wajrak dziennikarz Gazety Wyborczej nie posiadający ani wykształcenia biologicznego ani przyrodniczego, przez wielu ekologów uznawany jest za ekoterrorystę. W Rosji wyselekcjonowano także geny tura i cześć z nich został wszczepiona do genów krowy. Nowo powstały osobnik okazał się zdolnym do życia i przekazywania tych genów swojemu potomstwu. Po skrzyżowaniu go z bydłem Hecka według nie potwierdzonych informacji doszło go aktywacji ukrytych genów i tego co nazywa się ewolucją wsteczną. Tak wiec odtworzenie tura jest już w zasięgu ręki. 

Jan Ziemiański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *