Złoto Jaćwingów

Złoto Jaćwingów

Przez blisko dwadzieścia lat nic nie było słychać o skarbie i dziś już nie wiadomo jak toczyły się jego losy.  Krzyżacy ponownie zaczęli jego poszukiwania po zawarciu traktatu melneńskiego z 1422 roku w którym Jaćwież została podzielona pomiędzy Królestwo Polskie, Krzyżaków i Wielkie Księstwo Litewskie.

Poszukiwania prowadzili w okolicach Fromborka (Frauenburg). Według legend znaleźli jednak niewiele bowiem jakiś bogobojny człek miał przekazać większość precjozów biskupom warmińskim.  Krzyżakom szczególnie zależało na złocie bowiem potrzebowali go na opłacanie zaciężnych wojsk. W czasie wojny  trzynastoletniej poszukiwania złota z ramieniu Zakonu prowadził brat Hugon. Dla wyjaśnienia sprawy przekazania części złota Związkowi Pruskiemu który w 1440 roku powstał na terenie państwa krzyżackiego – organizacji skupiającej szlachtę i mieszczan z pruskich oraz pomorskich miast. Spory z Zakonem doprowadziły do rozwiązania związku przez cesarza i klątwy rzuconej przez papieża na jego członków. W 1454 roku, na przełomie lutego i marca, jej członkowie rozwiązanego Związku Pruskiego rozpoczynają zbrojne powstanie i zwracają się do Kazimierza Jagiellończyka o włącznie całych Prus do korony na zasadach autonomicznych. 6 marca 1454 roku Kazimierz wydaje akt inkorporacji (wcielenia) Prus krzyżackich i Pomorza do Polski. Kazimierz Jagiellończyk wypowiedział również Krzyżakom wojnę. Litwa pozostała w wojnie neutralna.

Hugon działał aktywnie bowiem Zakonowi potrzebne były pieniądze na opłacania wojsk zaciężnych, w swoich poszukiwaniach dotarł także do Żarnowca do ówczesnego zakonu Cystersów i tam zgodnie z legendą w domu kapelana odnalazł mieszek z kamieniami szlachetnymi pochodzący ze skarbu Jaćwingów.

Wieści o przejęciu kamieni szlachetnych dotarły jednak do opactwa w Oliwie i jak mówią przekazy spowodowały, że część skarbu przeniesiono z Żarnowca do Oliwy i wkrótce niechętny Zakonowi Krzyżackiemu,  Zakon Cystersów przekazał część złota mieszczanom Gdańska dla związku Pruskiego a części złota miał otrzymać Andrzej Tęczyński herbu Topór dla Kazimierza  Jagiellończyka.

Dalsze losy skarbu a właściwe przekazy o nim prowadzą nas na Sambie w (tzw. kąt sudowski),  gdzie wcześniej byli przesiedlani Jaćwingowie oraz w okolice Fromborka. Różne legendy rodowe oraz przekazy mówią, że złoto Jaćwingów posłużyło do budowy potęgi rodów staropruskich. Pod koniec XV wieku we Fromborku zjawia się niejaki Ciecherski  szlachcic wywodzący się z Jaćwingów, przybywa z Litwy w towarzystwie niejakiego Divana Dauksy. Obaj szlachcice potajemnie odkopują część skarbu i wywożą z miasta wyładowany wóz *. Nie wracają jednak na Litwę lecz kierują się do Polski kierunku Kielc.

Ślad po skarbie ginie na ponad siedemdziesiąt lat.

W 1560 lub 1562 roku do Pułtuska przybywa niejaki Barnim von Oster, szlachcic pruski. Oficjalnie poszukuje kontaktów handlowych lecz równocześnie odwiedza kościoły oraz kolegiatę poszukując informacji o rodzie Dauxa, posługuje się też notatkami dotyczącymi Mikołaja Dauksza –kanonika miednieckiego. Pilnie przegląda też stare księgi w Bazylice kolegiackiej Zwiastowania NMP, wreszcie w jednej z kamienic przy rynku w Pułtusku znajduje jakieś stare dokumenty.  Teraz Barnim rusza wraz z dwoma pachołkami na poszukiwanie  „Czarciego jaru” w puszczy Białej (dziś nie wiemy gdzie znajdował się ów „Czarci Jar”), nie znajduje go i musi skorzystać z miejscowego przewodnika z folwarku – wsi Bartodzieje*. Od tej pory sald po nich ginie i nie powraca nawet przewodnik.  Prawda była jednak zupełnie inna: Przewodnik doprowadził Barnima do „Czarciego Jaru”, gdzie ten odnalazł skrytkę, po czym zamordował przewodnika by ten nie zdradził tajemnicy. Czy wyeksploatował całą skrytkę nie wiadomo do dnia dzisiejszego, zabrał jednak znaczną część kruszcu i drogich kamieni. Nie znalazł natomiast „złotego ptaka” a zamiast niego kamienną tabliczkę z wyrytymi znakami XD oraz herbem Pierzchała. * Krzyżacy, bo byli to faktycznie wysłannicy Georga Hundt von Weckheima – administrator urzędu wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego udali się wprost do Mergentheim. Przywiezione złoto zostało częściowo wykorzystane do rozbudowy zamku a częściowo przekazane cesarzowi.

W latach osiemdziesiątych XVI wieku, w Pułtusku krąży legenda  o sprytnym chłopie, który miał odnaleźć diabelski skarb w Puszczy Białej – według legendy chłop ten w jednym z bocznych ołtarzy kolegiaty znalazł skrytkę a w niej mapę lub plan gdzie jest ukryty skarb.  Miały prowadzić do niego trzy tunele i sprytny chłopek jednym z nich przedostał się to tajemnej piwnicy w Puszczy Białej, znalazł skarb i obładowany złotem wyszedł z podziemi.  Po kilku latach jednak powrócił po kolejną część skarbu lecz tym razem zły duch (bóstwo Jaćwingów) zawalił przejścia i pozostały skarb pozostał w ukryciu.

Pod koniec XVI wieku  na Litwę wielki mistrz Maksymilian III Habsburg, zwany też der Deutschmeister wysyła dwóch rycerzy zakonnych którzy po ponad roku przywożą cztery skrzynie klejnotów ze skarbu Jaćwingów. Legendy mówią, że  Litwini przesiedlili Jaćwingów na Litwę i Grodzieńszczyznę, gdzie ci zostali  wchłonięci przez Litwinów natomiast skarb miał pozostać ukryty. W ręce krzyżackie jednak wpadł dokument mównicy o miejscu ukrycia  skarbu. Maksymilian III Habsburg wykorzystał sympatie oraz fakt, że był popierany w wyścigu do tronu polskiego przez szlachtę litewską  by zdobyć tą część skarbu. Podobno skrzyń było siedem lecz trzy zostały rozdzielone pomiędzy tych co wskazali miejsce ukrycia oraz pomogli ten skarb zdobyć.  Klejnoty miały posłużyć do walki o tron polski jaką Maksymilian III Habsburg prowadził do 1588 roku, zrzekł się natomiast tytułu królewskiego dopiero w 1598 roku.

Na Sambii w roku 1555 pojawił się niejaki Le Clerk, który w okolicach Nesselbreku   poszukiwał ukrytych skarbów nic jednak nie zalazł. Według dawnych przekazów część skarbu została zrabowana bowiem w trakcie Powstania chłopskiego w 1524 roku. Na początku XVII wieku w Labiau (obecnie Polesisk) zjawia się Kurt Holle. W pobliżu Labiawy, nad rzeką Dejmą zaczyna prowadzić poszukiwania skarbu lecz wkrótce ginie w tajemniczych okolicznościach. Czterdzieści lat później Fritz von Lorck na zlecenie Wielkiego Elektora Fryderyka Wilhelma rozpoczyna poszukiwania. Nie są one jednak skuteczne i wkrótce Lorck zostaje zastąpiony przez Heinricha (nazwisko nie znane). Heinrich przeszukuje okoliczne lasy i bagna, wkrótce zabija też miejscowego włóczęgę przezywanego „Ogon”. Wkrótce odnajduje złote i srebrne monety, których miało być tyle, że koń juczny z trudem je uniósł. Dalsze poszukiwania przerywa zwada Heinricha ze szlachcicem Korycińskim. W pojedynku lub walce Heinrich zostaje ranny a jeden z jego pomocników Georg Vihan zabity. Poszukiwania przejmuje niejaki Szulec ( być może Szulc), który pisze list do Elektora, że istnieją ludzie którzy wiedza o skarbie i go chronią oraz, że Koryciński, który wówczas już zbiegł do Polski należy do tego tajnego bractwa.* Szulec znalazł jeszcze trochę ukrytych bursztynów i dwa spustoszone wcześniej schowki, stracił przy tym w tajemniczych okolicznościach trzech ludzi. Poszukiwania pozwano na blisko pięć lat a sam Szulec udał się Ragenty, gdzie kiedyś była komturia na poszukiwanie wskazówek w starych dokumentach. Powróciwszy do Labiawy w towarzystwie niewielkiego oddziału wojskowego nad jednym z kanałów wykopuje garniec z perłami rzecznymi jak i drogimi kamieniami.

Kolejne poszukiwania ruszyły dopiero w roku 1660 po tym jak Wielki Elektor w 1656 roku zawarł ugodę z Karolem Gustawem, dzięki której Prusy stały się niezależne od Polski. Fryderyk Wilhelm, który potrzebował pieniędzy wysyłał na poszukiwanie niejakiego Szenka w towarzystwie kilkunastu sług i niewielkiego oddziału wojskowego. Szenk wkrótce nad rzeką Dejmą  na północny wschód od Labiawy znalazł kolejną część skarbu składającą się z kamieni szlachetnych oraz bursztynu i wysłał to Fryderykowi Wilhelmowi. Następnie udał się w okolice dopływu Łyny do Pregoły gdzie odnalazł srebrne łańcuchy i bursztyn, ta część skarbu także wysłał do Fryderyka Wilhelma. Grupa Szenka zmniejszyła się do trzech sług oraz jedenastu dwunastu żołnierzy, mimo to ruszył na północ w okolice ujścia Mini. Zgodnie z przekazami co tydzień wysyłał z meldunkiem dwóch żołnierzy wiec gdy dotarł na miejsce poszukiwaczy było tylko pięciu lub sześciu.  Na tym urywają się relacje lecz legenda i przekazy mówią, że odkopał tam znaczna ilość złota i kamieni szlachetnych. Tym razem nie odesłał tego skarbu swemu władcy, lecz zabił żołnierzy i dwóch służących a sam tylko z jednym służącym i końmi objuczonymi skarbem udał się do Kłajpedy, gdzie wsiadł na statek.

We Francji pozbył się swego sługi ( ciało znaleziono przy portowej tawernie) a sam pożeglował w kierunku „Nowego Świata”. Istnieją różne relacje, jedne mówią, że osiadł w Luizjanie a inne, że gdzieś na Karaibach jako bogaty plantator.  Ile było złota nie wiadomo lecz musiał to skarb o przeogromnej wartości skoro Szenk zamordował wielu ludzi i  zbiegł na drugi kontynent. Część tego skarbu Niemcy podczas  II wojny światowej mieli odnaleźć gdzieś na Karaibach i przejąć na rzecz tak zwanej IV Rzeszy.

Po koronacji elektora brandenburskiego Fryderyka III w 1701 roku zlecił on kolejne poszukiwania, znaleziono jednak nie wiele lub sam Fryderyk kazał ukryć fakt znalezienia części skarbu jeśli do tego doszło. Po kilku latach jednak opracowano tak zwane „listy poczdamskie” mówiące iż główna część skarbu został podzielona na trzy części: dwie miały znajdować się w Prusach a jedna zostać wywieziona do Polski. Listy te miały również wskazywać na potencjalne miejsca ukrycia skarbu. Nazwa „listy poczdamskie pochodzi od miejsca ich znalezienia na początku XX wieku w Poczdamie w jednej ze starych książek. W latach trzydziestych oryginały były w posiadaniu Himmlera a ich fotokopie miał mieć także Goering. Cała dokumentacja związana z poszukiwaniem skarbu została ukryta tuż przed upadkiem II Rzeszy i do dzisiaj znaleziono tylko jej fragmenty.

Prusy na początku XVIII wieku były jeszcze państwem stosunkowo słabym i choć król polski i książę saski August II Mocny jako pierwszy złożył gratulacje Fryderykowi z okazji koronacji to także jak zawsze głodny pieniędzy na prowadzone przez siebie wojny oraz utrzymanie dworu patrzył jakby uszczknąć coś ze skarbu.  Skarb wówczas szacowano na co najmniej 30 milionów Reichsthalerów.

Poszukiwaniem skarbu zajmowali się nie tylko monarchowie lub zakonnicy lecz również osoby prywatne. W 1723 roku w Prusach pojawiło się dwóch brandenburczyków :Alfred Edelwais  i Bruno Mintermajer, jeden był drobnym kupcem a drugi rzemieślnikiem. Swoje poszukiwania prowadzili jednak nie na terenie Prus Książęcych lecz w okolicach Braniewa i znaleźli tam w starych spichrzach z początku XV wieku stare pergaminy. Nie mogli ich jednak odczytać bowiem sporządzone były one po łacinie i dopiero pomocnik miejscowego grabarza, niejaki Udo , który jak to opisuje w swoim pamiętniku Mintermajer, liznął za młodu ministrantury odczytał im stare zapisy.  Niestety nie były to zapisy dotyczące skarbu ale opis zastawów kupieckich. Wciągnięty do „spisku” wyjawił im, że 1604 roku wykopano na terenie starego miasta garniec złota przy budowie jednej z kupieckich kamienic. Powiedział im tez, że na cmentarzu jest nagrobek, który według legendy wskazuje miejsce ukrycia skarbu ale wyrytych na nim znaków nie można odczytać bowiem zatarł je czas. Pokazał im ten nagrobek i faktycznie jego powierzchnia była już w znacznym stopniu zniszczona, Edelwais jednak przy pomocy papieru który odciskał w kamieniu zdołał skopiować znaki. Wskazywały one miejsce na rzeką Pasłęka. Poszukiwania nie były jednak łatwe bowiem rzeka na przestrzeni wieków zmieniała swoje koryto.  Dopiero po ponad dwóch miesiącach poszukiwacze znaleźli właściwe miejsce  i odkopali przegniły worek a w nim nieco kruszcu, kilka złotych monet i dwa srebrne łańcuchy.  Nie było tego dużo i wspólnicy pokłócili się o podział łupu. Następnego dnia znikł Udo kradnąc jednak wcześniej niemal cały skarb. Edelwais zachował tylko jeden srebrny łańcuch. Jak to pisze w swoim pamiętniku Mintermajer nie mogli złożyć skargi na złodzieja i jak niepyszni opuścili miasto. Dalsze poszukiwania prowadzili najpierw w okolicach Fromborka ale bezskutecznie a następnie udali się do Żarnowca.  Mintermajer  w swym pamiętniku wyjaśnia to faktem znalezienia skarbu przez brata zakonu Krzyżaków. Po drodze w Oliwie połączyli swe siły z niejakim Krentzem, który wyjawił im, że zna miejsce ukrycia części skarbu. Nie chciał im jednak ujawnić tego miejsca przed przybyciem na miejsce. Z Żarnowca poszukiwacze udali się do wsi Kartoszyno (obecnie nie istniejącej), gdzie w małym lasku przy kamieniu odkopali resztki skrzyni zawierającej naczynia ze złota i srebra.

kilka dni później w lesie w okolicach wsi Porąb znów odkopali kolejną skrzynię, niestety w niej znajdowało się tylko kilkanaście złotych monet, kilka srebrnych i klika garści drobnego bursztynu. Spakowawszy skarb poszukiwacze udali się najkrótszą drogą w kierunku Brandenburgii. I tu zaczyna się najdziwniejsza cześć tej historii. W Choczewie w tajemniczych okolicznościach ginie Krentz, ktoś mu skręca kark. Mintermajer wraz Edelwaisem pospiesznie ruszają do Słupska ale jak to opisuje Bruno w swym pamiętniku śmierć szła za nimi. W Słupsku w zajeździe w którym się zatrzymali ze schodów spada i ginie służący, który przenosił ich sakwy podróżne. W Belgardzie (Białogard) spadająca z wysokości donica omal nie zabija Edelwaisa. W Freienswalde padają konie na których podróżowali.  W Stargardzie podzieliwszy swoją zdobycz Edelwais rusza do rodzinnego Arnswalde a Mintermajer podąża do siebie do Prenzlau.  W 1725 roku do Mintermajera dociera wieść, że Edelwais został zamordowany i okradziony. Dziś możemy sobie tylko wyobrazić jego przerażenie skoro w pamiętniku zapisał, że na skarbie ciąży klątwa, sprzedaje swój sklep a sam przenosi się do Bawarii. ( w komentarzu do pamiętnika, którego fragmenty opublikowali Szuttenbach możemy znaleźć zapis, że Mintermajer dożył swych dni w spokoju i choć złoto zapewniło mu dostatek to jednak zniszczył jakieś dokumenty w których były wskazówki co do skarbu i nigdy już nie ruszył na jego poszukiwania)

O pozostałości skarbu walczył także Zakon Krzyżacki i choć prawnie utracił władanie ziem na rzecz Hohenzollernów  (Protesty ze strony zakonu krzyżackiego zostały zbite przez pruskiego prawnika P. Ludeviga, który wywiódł absolutny brak jakichkolwiek praw zakonu do tych ziem, m.in. poprzez traktaty welawsko – bydgoskie, uzasadniając pełną suwerenność domu Hohenzollernów na tym terytorium.) to jednak nie zaprzestał poszukiwania skarbu.

 

Ciąg dalszy nastąpi

 

Przypisy

* Żarnowiec – Dom kapelana z 1404 roku, przebudowany w 1635 roku (obecnie plebania). Przy północnej ścianie miała znajdować się skrytka w której były ukryte drogie kamienie ze skarbu Jaćwingów. Jedno z podań opowiadanych jeszcze w Żarnowcu w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku mówi, że część skarbu nie odkryta do dziś jest ukryta na cmentarzy przy kościele w jednym z grobów. Przy budowie elektrowni w ubiegłym wieku w Żarnowcu robotnicy znaleźli złote monety, które następnie sprzedali obawiając się że komunistyczne władze je im zabiorą – czy pochodziły one ze skarbu nie wiadomo.

* Opactwo Cystersów w Oliwie – dawne zgromadzenie zakonne cystersów w Oliwie (obecnie dzielnicy Gdańska), najstarsza placówka klasztorna na Pomorzu Gdańskim istniejąca nieprzerwanie od 1188 do 1831 roku, a w latach 1466–1772 trwale opowiadająca się po stronie Rzeczypospolitej w jej nieustannych sporach z Gdańskiem. Zabudowania klasztorne wielokrotnie ulegały zniszczeniom dokonywanym przez pogańskich Prusów, Brandenburczyków, Krzyżaków, husytów, Szwedów, Rosjan i samych gdańszczan. W schyłkowy okres istnienia opactwo weszło wraz I rozbiorem Polski w roku 1772 w skład królestwa Prus. Na skutek pruskiej polityki kasacyjnej w 1831 roku zakon cysterski został zlikwidowany. W roku 1454 wybuchła wojna trzynastoletnia. Król Kazimierz Jagiellończyk na prośbę miast pruskich ogłosił inkorporację Prus. Wizytując miasta Pomorza odwiedził w 1457 roku Oliwę. Opactwo popierało Związek Pruski, wpierając finansowo i opowiadając się po stronie króla. Krzyżacy próbowali odzyskać utracone terytoria, dlatego wojska królewskie broniące Gdańska zajęły opactwo oliwskie. 600 żołnierzy Gotarda z Radlina otoczyło Oliwę wieńcem fortyfikacji.

* Po podporządkowaniu ziem pruskich Zakonowi, w krótkim czasie zapanował tu krzyżacki system rządzenia i podział ludności na panów i sługi. Wśród panów wyróżniano trzy stany, a wśród nich stan żywicieli – właścicieli ziemi. Zgodnie ze swym celowym założeniem Zakon rozdzielał ziemię wszystkim przybyszom oraz wiernym sobie Prusom tzw. wittyngom. W herbach rodów rycerskich pochodzenia pruskiego widnieją np.: paści na grubą zwierzynę tzw. wilcze kosy (von Klauck); dwa niedźwiedzie stojące przy drzewie (von Perbandt), czy drzewo (von Pfeilsdorf). Prawdopodobnie, godła tych herbów były wcześniej pruskimi znakami rodowymi, jedne wywodzące się z mitologii, inne podkreślające przynależność do grupy łowców-myśliwych. Pozostali Prusowie zostali zgładzeni lub wtopili się w masy przybyszów i zatracili tożsamość narodową. Ślady po dawnych Prusach da się obecnie zauważyć w onomastyce, zarówno Prus Wschodnich jak i przyległych terenów. W samej tylko Polsce występuje około 100 miejscowości o nazwach: Prusice, Prusinowice, Prusinowo, Prusy, itp. Często są pamiątką po zamieszkałych tu w średniowieczu przybyszach z Prus. Na tereny Pomorza, Kujaw, Mazowsza i Litwy dostawali się Prusowie jako jeńcy, a także uciekinierzy spod jarzma krzyżackiego. Szczególnie na Mazowszu pośród masy drobnych rodzin szlacheckich spotyka się rycerzy o niepolskich imionach, którzy pozwani o nieszlacheckie pochodzenie (tzw. nagana szlachectwa) powoływali się na „prawo pruskie”, a siebie nazywali: Prusovye, Prusy, Pruschy lub Pruteni. Pozwani powoływali się na przywilej książąt mazowieckich, Ziemowita i Kazimierza Trojdenowiczów, wystawiony w dniu 15 października 1345 roku dający uprawnienia przysługujące rycerstwu potomkom: Lykoty, Zbąda, Thulokoity, Santora, Buychyla i Dobrogosta. Książęta zatwierdzali im przywileje, jakie posiadali już ich antenaci – Obizor i Windyka, z nadania książąt Bolesława i Trojdena, czyli z 2 połowy XIII wieku i 1 połowy XIV wieku.

* Źródła niemieckie – raport Cliphorna – wywieziono wówczas około 20 prętów złota oraz kufer zawierający precjoza.

* Bartodzieje – pełny opis wsi Bartodzieje oraz folwarku bartodziejskiego zawiera Inwentarz Dóbr Biskupów Płockich, spisany w 1650 r. Biskupem Płockim był wówczas Karol Ferdynand Waza. Szczegółowo opisane zostały zabudowania folwarczne. Dwór – jako budynek murowany i kryty dachówką, stojący na wzniesieniu i otoczony rowem wypełnionym wodą. Opisane zostały również jego piwnice, wymienione jako „murowane sklepy”. Inwentarz wspomina kaplicę, murowaną, z ołtarzem w środku, jak również budynek gospodarski i dwa lamusy – murowany oraz drewniany. Jak wynika z opisu inwentarza, w skład folwarku wchodził również browar, jak i szereg innych zabudowań, między innymi gumno, spichlerz, wołownia, obora, chlewnia czy owczarni

* Źródła niemieckie – raport Cliphorna – Brat Barnim znalazł w skarpie w Teufel Tal – „Czarcim Jarze „ złote monety, kamienie szlachetne oraz kruszec. Przywiózł to wszystko do Mergentheim. Kamień zawiera litery XD – Xawery Dauksza i polski herb Pierzchała. Den goldenen Vogel (złoty ptak) nie został odnaleziony.

* List ten zachował się niemal do czasów współczesnych i dopiero zaginał w czasie zdobywania Królewca w czasie II wojny światowej, spłonął podobno w czasie pożaru po jednym z nalotów.